Nie wyjechaliśmy z Polski, a już jednym z poruszanych tematów był kryzys finansowy w Argentynie. Temat nie schodził z afisza także w Boliwii i Paragwaju. O co w tym wszystkim chodzi staraliśmy się dowiedzieć od początku. W końcu sami mieliśmy wziąć udział w tej grze.

W tym miejscu, drogi Czytelniku, muszę Cię uprzedzić, że moja wiedza na temat mechanizmów finansów publicznych jest niewielka. Krótko mówiąc, nie chciałbyś, żebym zajął się ułożeniem budżetu Polski. Choć z drugiej strony wiadomo, że zna się na tym każdy. Wykresy i analizy znajdziesz w odpowiednich mediach. Chciałem poznać opinię drugiej strony, co na ten temat mówią ludzie i jak radzą sobie w argentyńskiej rzeczywistości. Tak widzę temat dziś, za kilka miesięcy może napiszę coś innego.

Do Argentyny wjechaliśmy z północy. W miejscowości Oran pierwszy raz mogliśmy się spotkać z argentyńskimi finansami. By pójść do sklepu potrzebowaliśmy pieniędzy. W tym celu odwiedziliśmy kilka banków. W końcu zrozumieliśmy, że więcej niż 300-400 zł jednorazowo po prostu nie wyciągniemy „ze ściany”. Jakby tego było mało, każde pobranie pieniędzy jest obciążone prowizją 8-10% na rzecz właściciela bankomatu. Nie wliczam w to opłat, które może pobrać operator karty w Polsce.

Szybko nauczyliśmy się, że kiedy tylko można trzeba płacić kartą. O limity i prowizje pytamy Mati’ego. Nie umiemy uwierzyć, że 10% z naszych pieniędzy jest pobierane przez tutejsze banki lub inne instytucje. Nie odwiedzamy w końcu wolnostojących bankomatów, ale wchodzimy zawsze do takich przy bankowych oddziałach. Nasz gospodarz tłumaczy, że on również płaci prowizję i ma limit 200$ na swojej karcie. Czemu tak jest? Nie wiadomo.

Wiadomo, że niektóre prowincje wypracowały regionalne karty. Prowizje za pobór gotówki są wtedy znacznie niższe, a w sklepach łatwiej też taką kartą zapłacić. Poświęciłem tyle miejsca na opisanie działania kart, ponieważ sytuacja nas przestraszyła. Przypominały obrazki ze zbankrutowanych krajów. Widok ten był uzupełniany przez wszechobecne kolejki do bankomatów. Im mniejsze miasto, tym dłuższe kolejki po gotówkę.

Trudne słowo kryzys

Pytam Matiego wprost o kryzys. Patrzy na mnie szczerze zaskoczony. Tłumaczę, że w Paragwaju, Boliwii, ludzie ostrzegali nas przed niestabilnością argentyńskiej waluty i różnymi konsekwencjami tej sytuacji. W końcu niechętnie odpowiada, że powtarzamy historie kreowane przez media. – W Argentynie żadnego kryzysu nie ma, to chwilowe zawirowania. Choć kolejni rozmówcy już tak łagodnie nie określali argentyńskich finansów, to jednak słowo kryzys padało rzadko. Raczej był to opis złego rządu, problemu nurkującej waluty i konsekwencji w życiu codziennym.

Ceny w Argentynie są związane z kursem dolara amerykańskiego i światowymi cenami ropy.

Rzeczywistość dnia powszedniego jest taka, że ceny w Argentynie są związane z kursem dolara amerykańskiego i światowymi cenami ropy. – To nie jest ważne, że produkujemy coś w Argentynie, mówi Vanessa. – Tutaj wszystko jest związane z dolarem. W tej walucie odbywa się cały import surowców itd. W tym miejscu może przypomnę tylko, że od naszego wjazdu do Argentyny, waluta straciła do dolara ponad 20% wartości. W ciągu ostatniego roku jej wartość spadła dwukrotnie.

Drugim czynnikiem kształtującym ceny w sklepach i coraz gorszą sytuację argentyńskich gospodarstw jest cena ropy na światowych rynkach. – Dziś w telewizji powiedzieli, że paliwo podrożeje. My już wiemy, że od poniedziałku znów w sklepach wszystko będzie droższe, tłumaczy mi mama Facundo. Zaskoczony pytam dlaczego tak jest, skoro sami wydobywają ropę, a rafinerię mają kilkadziesiąt kilometrów dalej. – Tak, ale to wszystko kontrolują zagraniczne konsorcja. Argentyna ma jakiś udział tylko w firmie YPF. Jaquin zwraca nam jeszcze później uwagę, że Argentyna nadal musi część ropy importować. Argentyńczycy zdają sobie sprawę z posiadanych własnych złóż surowca, ale do jego badań i budowy infrastruktury potrzebne są pieniądze, których w tej chwili brakuje.

Z naszych obserwacji YPF to największa firma związana z paliwami (ropa i gaz). Ich logo widzimy w zasadzie na wszystkich cysternach, większości stacji benzynowych i instalacji wydobywczych. To taki argentyński Orlen, ale ze znacznie mniejszą konkurencją innych firm. Nawet po podwyżkach cena benzyny w Argentynie nas nie przeraża. Za litr płacimy niecałe 3zł.

Na ceny paliw zwraca nam jednak uwagę Marcelo. Mówi, że największym problemem finansowego zamieszania jest to, że tutaj wszystko drożeje na raz. Paliwo, gaz, prąd, usługi i jedzenie. Wszystkie ceny szły w górę jednocześnie. W takiej sytuacji ludziom naprawdę zaczynało brakować. To, że jest kryzys najlepiej widać przy tym stole. Teraz jemy asado w cztery osoby. Kiedyś siedzielibyśmy tutaj w piętnaście.

Zrozumieć skalę podwyżek jest Europejczykowi naprawdę trudno. Możesz myśleć, że u nas też wszystko drożeje. To prawda, ale ile procent? – Tutaj przez 10 lat cena gazu może się nie zmieniać, a później zrobią podwyżkę 1000% i ludzie są zaskoczeni. Mechanizm argentyńskich podwyżek tłumaczy nam ksiądz Andrzej. Później odwiedzamy w domu Alejandrę. Jej miesięczny rachunek za gaz wzrósł z 430 peso do 3000. W domu jest nadal ciepło, a poprzednia cena za ogrzewanie domu, wody i gotowanie wydaje się symboliczna. Zmiana jednak robi wrażenie biorąc pod uwagę, że podwyżki dotyczyły wszystkich mediów.

Zmiana władzy

Zdążyliśmy się już dowiedzieć, że w przyszłym roku są wybory. Rodzina Facundo nie spodziewa się jednak dużych zmian po wyborach. Jak mówi mama Facundo, po wyborach nic nie zmieni się natychmiast. – Do reform i ustabilizowania tej sytuacji potrzeba czasu. Sam Facundo dodaje, że teraz jest trudna sytuacja gospodarcza na świecie, więc problemy są też w Argentynie.

Zmian nie spodziewa się też Marcelo. Tłumaczy, że każde kolejne wybory to po prostu roszada stanowisk wśród tych samych ludzi. – Wymienią się miejscami, a problem będzie nadal narastał. No, ale nie możecie wybrać innego rządu? – Nie ma na kogo głosować, wybieramy mniejsze zło – odpowiada Facundo.

Na kolejne wybory z niecierpliwością czeka Mati. Ma wielką nadzieję, że uda się zmienić ekipę rządzącą, która jak twierdzi, od 12 lat źle rządzi krajem. Za chwilę jednak podsumowuje największy problem Ameryki Południowej. – Tutaj zawsze wszyscy kradną, niezależnie kogo wybierzesz. Wszyscy…

Tutaj zawsze wszyscy kradną, niezależnie kogo wybierzesz. Wszyscy…

Te słowa potwierdza tata Facundo. Argentyna ma wszystko. Kopalnie złota, srebra, litu, ropę, gaz… Ma też bardzo dużą korupcję, która to wszystko „zjada”. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że te kopalnie często należą do innych państw. Marcelo przypomina, że kiedyś w Argentynie było naprawdę wszystko. Tutaj żyło się bardzo dobrze. Jak pisze Tim Marshall w książce „Więźniowie geografii…”, sto lat temu, Argentyna była wśród 10 najbogatszych krajów świata.

Todo bien?

Czy są protesty, sprzeciw dla rządu? Marcelo mówi, że protesty są w całym kraju, cały czas. Sami widzieliśmy tylko dwie pokojowe pikiety ośrodków akademickich w Salcie i Mendozie. Przez resztę czasu nie natrafiliśmy na żaden protest, a bardzo się tego obawialiśmy. Staraliśmy sobie wyobrazić sytuację, gdy moje i Twoje pieniądze w ciągu roku tracą połowę wartości. Nawet jeśli żywność nie drożeje w takim tempie, to wyobrażam sobie, że Toyota Hilux, którą ciągle widzę na tutejszych drogach, nie jest teraz sprzedawana za pół ceny.

Dobrego nastroju Argentyńczyków doszukuję się w dwóch kwestiach. Może tak pozytywnie podchodzą do życia. Rozpoczynając każde spotkanie zaczynają od pytania czy wszystko w porządku. Na takie słowa nie wypada odpowiedzieć, że coś jest źle. Skoro wszystko jest zawsze dobrze, to na co narzekać i o co protestować? Po drugie, może Argentyńczycy zsuwają się z wysokiego „C”. Na ulicach jeżdżą drogie pickupy, a światło i gaz nadal kosztuje stosunkowo mało. Przynajmniej takie mamy wrażenie jak obserwujemy jak wykorzystywane są te dobra. Mieliśmy okazję spać w szkole gdzie nauczyciele nie wiedzieli jak zgasić światło, bo ono się pali cały czas. Podobnie jak ogrzewanie gazowe, które chodziło na pełny regulator całą noc. Nie był to pojedynczy przypadek.

W 2001 roku, kiedy w Argentynie był ostatni prawdziwy kryzys, wtedy naprawdę leżeliśmy, na ulicę wychodziło mnóstwo osób. W protestach zginęło 39 osób.

Po trzecie, uzupełnił za mnie Leandro. – W 2001 roku, kiedy w Argentynie był ostatni prawdziwy kryzys, wtedy naprawdę leżeliśmy, na ulicę wychodziło mnóstwo osób. W protestach zginęło 39 osób. Teraz ludzie protestują, ale poważniejsze rzeczy są szybko tłumione przez policję. Ludzie też pamiętają co było w 2001 roku i boją się powtórki. Nie warto znów ponosić takich kosztów…

Ostatniego dnia pobytu w Mendozie dostaliśmy zaproszenie na wieczór, trochę się obawialiśmy. Nie jesteśmy fanami nocnego życia, a podczas podróży jest ono zwykle droższe. Zdecydowaliśmy się jednak odwiedzić ze znajomymi Aristides, ulicę gdzie bawi się w nocy cała Mendoza. Nie jest to tak wielka przestrzeń jak się pierwotnie spodziewałem. Zaskoczyło mnie jednak, że wszystkie stoliki były zajęte i nie umieliśmy znaleźć miejsca dla naszej czwórki. Było drogo, ale nasz rachunek za piwo był niczym w porównaniu do tego co musieli zapłacić Argentyńczycy przy stolikach zastawionych jedzeniem. Czyli tutaj kryzys nie dotarł, albo jest jeszcze bardzo dobrze.

Fundusze socjalne

Antonio z Tarija w Boliwii, starając się nam wytłumaczyć przyczyny kryzysu w Argentynie wskazywał na liczne fundusze socjalne. Argentyńczycy mieli dostawać pieniądze z różnych okazji i takiej polityki budżet miał nie wytrzymać. To prawda, że w Argentynie istnieją różne dopłaty. Tata Facundo mówi, że fundusze są ciągle przycinane i pieniędzy jest coraz mniej. Przykładowo na każde dziecko rodzina w Argentynie dostaje 1500 peso (aktualnie 150 zł), czyli nie jakoś dużo porównując to do cen w sklepach.

– W Argentynie jest nadal darmowa służba zdrowia i edukacja, inaczej niż w Chile. Rodzice Facundo tłumaczą nam, że z tych powodów imigruje do Argentyny sporo Chilijczyków. Pomijając atrakcyjność darmowych funkcji państwa, to sama edukacja jest dość ciekawym zagadnieniem. Marcelo opowiada, że w konstytucji argentyńskiej zapisano, że skupisko kilku domów musi mieć zapewnioną szkołę. Nas czasem zaskakiwały miejsca, w których można spotkać szkołę. Budynki jednak działały, były sprzątane lub zajęte przez uczniów. O ile nie zamierzam sugerować, że liczba placówek obciąża publiczne finanse, to liczba osób obsługująca niektóre szkoły zaskakiwała.

Co ciekawe latynosi (w tym Argentyńczycy) znani z zamiłowania do świętowania, wcale nie pracują mało. Przynajmniej jeśli ilość pracy zmierzymy w liczbie dni spędzanych w miejscu pracy. Owszem jest dużo świąt narodowych i czasem można się pośmiać. Oto nagle dowiadujemy się, że jutro jest święto handlu, a za pół roku święto pracy. W oba wszystko jest zamknięte. Publiczne fiesty są także pewnym obciążeniem dla pojedynczego obywatela.

Przynajmniej z mojej perspektywy nie cieszyłbym się mając trzy majówki, ale w zamian piętnaście dni urlopu. Tak, tyle swoich dni wolnych ma Argentyńczyk. Zaskoczony? Istnieje prawo do większej ilości dni urlopowych, ale po dwudziestu latach pracy… w jednym miejscu…

Przyszłość i oszczędności

Argentyńczycy są świadomi, że po kilku latach hossy w ich kraju przychodzi pogorszenie sytuacji finansowej i świadome tego osoby przygotowują się do kolejnej zapaści finansów publicznych państwa. W tłustych latach musisz oszczędzać, by nie głodować w chudych, tak nam mówią. Jaquin, przyznaje nam wprost, że niestabilność Argentyńskiej gospodarki jest tak przewidywalna, że on ma tego dosyć i nie chce wiązać swojej przyszłości z tym krajem. Jest młodym inżynierem w dobrym sektorze przemysłu, ale swoje CV wysyła do krajów o wysokiej stopie życiowej. Decyzję utrudnia mu trochę nowy dom na firmowym osiedlu. Podsumowuje jednak, że gdyby nie ten benefit od przedsiębiorstwa, jego na taki wynajem nie było by stać.

Argentyńczycy kochają dolary

Na razie oszczędności prowadzi w dolarach. – Argentyńczycy kochają dolary, tłumaczy nam. – Jeśli masz jakieś pieniądze do odłożenia, to przelewasz je na dolarowy rachunek. To proste. Tutaj cena nowego samochodu nigdy nie jest podawana w peso. Wszystko podawane jest w dolarach, a przy płatności ewentualnie przeliczą Ci końcową kwotę po aktualnym kursie. Tak samo jest z domem, mieszkaniem czy ziemią. Jeśli zaciągniesz kredyt w banku na zakup mieszkania, to również będzie w dolarach.

Z tym zamiłowaniem do dolara nie umie sobie poradzić rząd. No bo jak wzmacniać argentyńskie peso, skoro wszystkie oszczędności są prowadzone w amerykańskiej walucie. Ten fakt wielokrotnie podkreślany w tym artykule pokazuje jak nikłe jest zaufanie do peso…. – Argentyńczyk szybciej kupi komórkę, telewizor lub samochód niż pomyśli o trzymaniu narodowej waluty w skarpecie czy na koncie – mówi Leandro. Przynajmniej ten konsumpcyjny scenariusz powinien trochę władzę cieszyć…

Zrozumienie cyklu

Rodzina Jaquina nie rozumieją jego chęci opuszczenia kraju. Przecież Argentyna jest jednym z najlepszych miejsc do życia w Ameryce Południowej. Oni pamiętają okresy wzrostu, które przychodziły po okresach kryzysu. – Mój ojciec sprzedawał churros w prowincji Buenos Aires. Wiesz co to jest churros, nie? Takie słodkie, smażone w głębokim tłuszczu. Nie miał żadnego przedsiębiorstwa, jedną budkę na ulicy. No i nagle okazało się, że ma tyle pieniędzy, że może wybudować dom w miejscowości nad morzem i kupić samochód. Dom. Churros. Duży dom. Jaquin chyba już nie wierzy w taką hossę.

Specyfikę argentyńskiej gospodarki inaczej widzi też Alejandra. Sama pochodzi z Chile, ale w Argentynie mieszka od wielu lat. Lubi podróżować, ma już córkę i dwunastoletniego wnuka. – To prawda, że ostatnio znowu wszystko podrożało, ale z drugiej strony powiedz mi w ilu krajach jest drożej niż w Argentynie? Jeśli kupię bilet, mogę spędzić wakacje w wielu miejscach.

Zamiast komentarza

Mam nadzieję, że docierając do tego miejsca nadal pamiętasz założenia tego wpisu. Przekazuję tutaj tylko zbiór informacji otrzymanych od spotkanych ludzi. Choć nadal ogranicza nas trochę język, to wierzymy, że wiele udało nam się zapamiętać poprawnie. Tym bardziej, że informacje się powtarzały w różnych domach.

Czy Argentyna zbankrutuje po raz dziewiąty? Nie podejmuję się odpowiedzieć na to pytanie, ale byłem zaskoczony czytając, że ostatnie bankructwo nastąpiło w 2014 roku, a poprzednie w 2002 (początek w grudniu 2001). Wynika z tego, że tutaj wszyscy pamiętają jak się żyje w niewypłacalnym kraju. Z drugiej strony podróżujemy przez kraj, który nie wykazuje najmniejszych znaków ubogiego społeczeństwa. Owszem, podobno wokół dużych miast mieszkają ludzie zepchnięci na margines. Widzieliśmy osiedla takich lepianek, ale problem jest zapewne większy w większych miastach. Za biedniejszą uchodzi północ, tam też są niższe wypłaty. Czasem kilkukrotnie.

Ciągle staramy się sobie wyobrazić jak czuje się Argentyńczyk, którego konto bankowe kurczy się z dnia na dzień. Ten temat trochę przybliżył nam Leandro, ale jego opis tamtego dnia opowiemy może kiedyś. Najważniejsze, by w danym momencie zrobić zapasy w sklepach i odłożyć trochę pieniędzy na leczenie. Pamiętaj, że rodziny pamiętają dobrze poprzednie bankructwa. Traktując korupcję jako główny problem kraju ile zajęłoby Ci znalezienie drogi na Wiejską w Warszawie? Myślę, że nie zdążyliby postawić barierek… Ile zajęłaby ci droga na Wiejską gdybyś pamiętał, że już kiedyś było 39 ofiar?

Z zewnątrz wydaje się, że każdy problem można rozwiązać światowymi schematami. Wszędzie jest demokracja, wolny rynek i te same zasady. A potem łatwo można oceniać, że coś nie zadziałało, bo popełniono daną listę błędów. Błędem jest nie zauważyć, że tutaj jest Argentyna, tutaj mieszkają ludzie, a historia dwustuletniego państwa jest jedyna w swoim rodzaju. Argentyńczycy są dumni ze swojego kraju, może o gospodarce też za jakiś czas powiedzą coś lepszego. Sami znają ją najlepiej.

Autor

Na początku 2018 roku wypalił dziurę w ostatniej flanelowej koszuli. Stwierdził, że to dobry moment by na chwilę przerwać pracę programisty i spróbować innych pasji. Teraz jako podróżnik rowerowy, fotograf i blogger, chce nadać wartość każdemu z tych słów.

4 komentarze

  1. Ciekawy tekst. Trochę trudniejszy niż zwykle, może przez brak zdjęć, ale podkład muzyczny nadrabia 😛 Łatwiej sobie wyrobić opinię na temat po poznaniu perspektywy zwykłych ludzi, bo artykuł na wikipedii czy suche wykresy ekonomiczne nie są w stanie jej oddać. To właśnie jest cenne w reportażu.

    Powodzenia w dalszej drodze i zdarcia następnych klocków! 🙂

    • Bardzo dziękuję Michał za ten komentarz. Faktycznie zdjęciowo już nie ogarnąłem tego tekstu, ale pierwsze koty za płoty. Może następny temat pójdzie inaczej. Zobaczę jednak jakie będzie zainteresowanie, bo chyba w problemach Argentyny nie widzimy naszych.

      Dzięki za życzenia. Jutro jedziemy dalej.

  2. Tak, życie to największa bajka. Każdy pisze ją inaczej. Podróże kształcą – slogan, ale ciągle prawdziwy.
    Bardzo ważny tekst, spostrzeżenia z boku i na dole. Może łatwiej zrozumiemy własne zawirowania?
    Powodzenia i nadal szeroko otwartych oczu i serca na piękno i ludzi tam żyjących:)

    • Cieszę się, że tekst uznałeś za ważny. My bardzo dużo uczymy się w tej podróży. Mamy nadzieję, że jeszcze nie raz tą wiedzę wykorzystamy.

Napisz komentarz