Nepal nie był pierwszym krajem w Azji, który odwiedziliśmy. Zaraz po wylądowaniu dało się odczuć znane azjatyckie klimaty. Doprecyzuję, że mam na myśli klimat Azji Centralnej czy Południowej, ponieważ Japończycy mogliby się srogo obrazić. W każdym razie sporo cech wspólnych, zaskakujących Europejczyków, można dostrzec w krajach Azji. Jedną z ciekawszych różnic międzykontynentalnych jest handel.

Zakup towarów i usług to prawdopodobnie jedna z największych słabości turystów pojawiających się Azji. Nowicjusze mają w tej kwestii naprawdę ciężko, choć sprawa nie jest aż taka straszna. Można przyjąć, że przez spory udział turystów z zachodniej Europy, Japonii i USA przepłacają wszyscy. W ośrodkach turystycznych większość cen jest ustalonych pod zasobny portfel i niewiele można z nimi zrobić. W wielu miejscach dostaniemy niewielką ulgę, nie są to jednak spektakularne kwoty, a raczej grzecznościowe gesty. Nepal tak mocno nastawił się na turystykę, związał z anglojęzycznymi turystami, że całkowicie podporządkował swoją ofertę pod portfel z Euro lub Dolarem.

Wyszliśmy z lotniska Tribhuvan w Katmandu. Mamy duże plecaki, wiadomo że jedziemy do Thamelu. Pokazuję adres i pytam o cenę. 800 rupii. Tyle nie zapłacę i podaję kwotę 500 rupii. Trzech taksówkarzy podnosi trochę głos i tłumaczy, że nie znajdę tak tanio, bo cena jest ustalona. Po trzech minutach podchodzi jeden i mówi chodźcie za mną. Upewniam się co do ceny. Jedziemy za 500 rupii.

Moim zdaniem trzeba naprawdę dobrze znać temat, by nie przepłacić w Azji. Europejczykowi lokalna cena po prostu nie przysługuje i nie ma co się wściekać. Trzeba poznać realia i zapłacić cenę rynkową na linii Europejczyk-Nepalczyk. Z drugiej strony nie powinno się rozdawać pieniędzy za darmo. To niczego nie buduje. Na głównych szlakach turystycznych działa w sumie niewielka liczba osób. Pomoc do większości mieszkańców nawet nie dotrze i jeśli chcemy mówić o pomocy dla danego kraju, to musimy się bardziej napracować. Specjalistyczne fundacje i wolontariaty pracują tam gdzie pomoc jest najbardziej potrzebna. Musimy zaangażować się troszkę bardziej, znaleźć odpowiednie adresy i z nimi należy się kontaktować.

Dzień kupowania pamiątek, po raz kolejny zadaję pytanie: Ile? Nepalczyk ucieka wzrokiem w bok, już wiem, że poda cenę z kosmosu. Ciekawe na ile mnie wycenił. Uciąłem tym razem 30% do realnej ceny. Wsiadamy do taksówki.

Targowanie ma swój klimat i również po to jeździmy do Azji. W Polsce  prawo do targowania jest martwe, choć odpowiednie zapisy istnieją. Ta funkcja została przejęta przez serwisy aukcyjne i porównywarki cenowe. Już z poziomu wyszukiwarki dostajemy najniższą ofertę i szybko dokonujemy zakupu. Nikt nie negocjuje, cena już jest wyśrubowana.

Ostatnio chciałem kupić komputer w moim mieście, zdziwiłem się jednak wysokością ceny. 20% przebicia było zbyt dużą kwotą na tym rynku. Zapytałem sprzedawcę skąd wynika tak wysoka cena w stosunku do konkurencyjnej oferty. Prawie się na mnie obraził i powiedział, że nie będzie komentować. W Azji byłoby prościej… Myślę, że wyszedłbym z tym komputerem pod pachą z uśmiechem sprzedawcy na pożegnanie.

Autor

Programista w tygodniu, po godzinach podróżnik i fotograf. Samotna dwumiesięczna wyprawa rowerowa nauczyła go realizować marzenia. Uprawia fotografię uliczną, lubi książki reportażowe i dobre historie z pokazami slajdów w tle.

Napisz komentarz