Wiatr urywał głowę, ciężar przyczepy rowerowej nie przeszkadzał w czasie przejazdu przez ponad kilometrowej długości łukowaty most rozpięty pomiędzy Tromsoya i Tromsdalen. Dałem radę, byłem wypoczęty, wczoraj kosiłem trawę, regenerowałem siły… Mroźne powietrze na płycie lotniska wyrywa mnie z ciągu napływających wspomnień. To wspaniałe uczucie stać po kilku latach na norweskiej ziemi za kołem podbiegunowym. Daleko, ponad bryłą samolotu widać zielony odcień. Niewyraźny, potrzeba odrobinę wyobraźni. Kilka kroków dalej już jej nie widać. To chyba była ona…

Do Tromso przyjechaliśmy za namową naszych przyjaciół. Oni byli w tym miejscu już dwa miesiące wcześniej. Końcem grudnia nie mogliśmy im towarzyszyć. To dzięki ich determinacji zdecydowaliśmy się zmienić nasze plany i wszystko wróciło. Dziękuję.

Zielona poświata nad kempingiem działa jak zapalnik
Zielona poświata nad kempingiem działa jak zapalnik

Wychodzimy razem z lotniska. Wokół pełno świateł, bardzo niekorzystne warunki, a jednak stajemy jak wryci. Na niebie szał. Daleko, ale wyraźna. Nie pozwala się pomylić, nie pozwala przejść obojętnie. Biegniemy złapać autobus, chcemy jak najszybciej znaleźć się w okolicy bez świetlnego szumu. Każda noc jest cenna. Przemykamy przez centrum miasta, ludzie z głowami skierowanymi w górę, z uśmiechami na buziach. Pokazują mglistą zieloną smugę. Jej wyraźna obecność nad kempingiem sprawi, że jeszcze tej samej nocy ruszamy na łowy. Mróz trzyma mocno. Jest już po drugiej. Żadnego śladu. Zgasła. Dobranoc. Sen będzie krótki.

Pierwsza kawa

Miałem to szczęście, że spędziłem w Norwegii miesiące i poznałem wiele osób. Nie pracowałem, spędzałem tutaj czas wolny. Słuchałem, czytałem, podróżowałem i opowiadałem. Wiedziałem jak wygląda norweska zima. Osoby emigrujące do Norwegii przeklinają służby miejskie za oblodzone chodniki, aż sąsiad pokaże im gumowe nakładki na buty uzbrojone w kolce. Akceptacja tego rozwiązania czyni ich szczęśliwymi.

Spacerujemy po mieście w zimowej aurze
Spacerujemy po mieście w zimowej aurze
Z czasem poruszanie po drogach idzie nam coraz lepiej
Z czasem poruszanie po drogach idzie nam coraz lepiej

Nie wszyscy chodzą w takich “raczkach”. Tubulcy całkiem sprawnie przemieszczają się w gładkich adidasach. My nakładek nie mieliśmy. “Wiedzieć” od “być” dzieli długa droga. W solidnych butach podskakujemy starając się złapać równowagę, ryzykując obicie czterech liter. Cieszymy się, gdy ktoś sowicie sypnął żwirem, a po pewnym czasie przyzwyczajamy się i sprawniej wyszukujemy korzystne lodowe warunki.

Już dawno nie widziałem miasta w zimowej aurze. Nie mówię tutaj o jednodniowym ataku zimy, który w kilka chwil zmienia krajobraz w błotnisty. Tutaj zima dyktuje warunki, mróz trzyma i nie puści. Nikt z tym nie walczy, ludzie się przemieszczają, jeżdżą rowery i samochody. Codzienne zwykłe życie za kołem podbiegunowym.

Ośnieżone ulice Tromsø
Ośnieżone ulice Tromsø

Druga kawa

Wstajemy na zmianę. W naszym domku po wstawieniu dwóch piętrowych łóżek, małego stolika i lodówki, nie zostało za dużo miejsca na tańce. Jest jednak ciepło i sucho, a to sprawa kluczowa. Koszt jak za przytulny dwuosobowy pokój na polskim wybrzeżu. Drugiego dnia tak jak nad morzem do toalety chodzimy w klapkach. Można powiedzieć, że całość jest skalkulowana porównywalnie.

Białe domki wyższej klasy
Białe domki wyższej klasy

Frekwencja na kempingu jest spora i można spotkać turystów wielu narodowości. Działają przyczepy kempingowe. Jest jeden namiot. Mieszka w nim Francuzka, choć sama mówi, że ma tylko francuski paszport. Do Francji już nie wróci. Tak twierdzi. Jest tu już cztery miesiące. Jest u siebie.

Trzecia kawa

Odwiedziny w sklepie zawsze szokują, ale dramat można jakoś ogarnąć. Warto łaskawym okiem popatrzeć na jakieś promocje, trochę wkładki zabrać z Polski i na pewno nie będzie aż tak bardzo bolało. Spędzaliśmy tutaj Tłusty Czwartek i mogliśmy radośnie degustować się rozsądną ilością pączków.

Z kosztami pobytu w tym kraju jest trochę jak z super promocją z czerwonej gazetki. Jeśli sprawdzisz dokładniej, to kupisz taniej. Może nie działa to w przypadku zakupu mleka, ale już opłaty za transport czy nocleg mogą być sporo niższe po wcześniejszej weryfikacji. Przykładowo bilet na komunikację miejską jest 40% tańszy w sklepie niż u kierowcy. Takie drobne sprawy w tym kraju kosztują sporo.

Pozytywne wrażenie robi nie tylko ośnieżone miasto, ale też otaczający nas krajobraz. Magia...
Pozytywne wrażenie robi nie tylko ośnieżone miasto, ale też otaczający nas krajobraz. Magia…

Czwarta kawa

Leżymy już w śpiworach, oczy się kleją, światło przygaszone. Jeszcze tylko Mikołaj wyszedł w ostatniej zmianie na mycie zębów i… Nie zdążyłem spytać, bo wszedł i mówi, że pojawiła się na niebie. Naprawdę? Przecież wszystkie prognozy są przeciwne. Ubieramy ponownie skarpety, kalesony i to co mamy ciepłego. Jeszcze kurtka i ruszamy tam gdzie gasną światła miejskie, by jej szukać.

Za najbardziej zachwycającymi widokami, kryją się jedne z najtrudniejszych problemów w fizyce.
— Neil deGrasse Tyson (amerykański astrofizyk)

Odeszliśmy może 10 minut od kempingu, gdy zielone smugi zaczęły tańczyć. To ona. Zorza, grała nad naszymi głowami. Nawet nie zdążyliśmy dobrze odejść od drogi, w pośpiechu rozkładamy statywy i od teraz będę go już niósł w ręce gotowy do użytku. Padają kolejne klatki w trakcie tego polowania. Proces przypomina trochę przeładowanie muszkietu, ponieważ naświetlanie jednego ujęcia trwa ponad 10 sekund.

Zorza polarna, Aurora borealis, nordlys niesamowite rozległe, ale ciche zjawisko. Wyrazy zachwytu przerywają tą ciszę. Pozwoliła nam się zobaczyć. Dziękuję.

Nie odeszliśmy daleko i już nie mogliśmy się ruszyć
Nie odeszliśmy daleko i już nie mogliśmy się ruszyć
Nie dziwi nas fascynacja fotografów, którzy polują na zorzę polarną latami
Nie dziwi nas fascynacja fotografów, którzy polują na zorzę polarną latami

To nie jest pewne, że rzucisz kasę na stół i zobaczysz piękne smugi na niebie. Czynniki muszą się zgrać w jednym czasie, a to dość trudne przy surowości norweskiej pogody. A jednak trzeba po prostu czekać, wierzyć i nie zawsze ufać we wszystko co pokazuje prognoza. Jej dokładność do kilku godzin może uśpić czujność, więc patrz w niebo.

Przy termosie siedzimy na ławce, przegryzamy skostniały słodycz i patrzymy co będzie dalej. To nie był szalony taniec, który można zobaczyć na zdjęciach w internecie. Teraz jednak wiem, jestem pewny, że wrócę. Chcę degustować dalej.

Przy termosie czekamy na kontynuację spektaklu
Przy termosie czekamy na kontynuację spektaklu

Piąta kawa

Ona, On i ja wspólnie zjechaliśmy z promu na wyspę Vega i zatrzymaliśmy się pod sklepem. To było chyba KIWI, jedna z sieci marketów w Norwegi. “Gdzie będziesz spał?” – spytała. “Nie wiem, przejadę się po wyspie i znajdę jakieś miejsce pod namiot” – odpowiedziałem. “Jedź z nami, mamy wynajętą przyczepę”. Tak w 2009 rozpoczęła się jedna z bliższych dalekich znajomości, które utrzymuję od lat przez internet.

Most łączący miejscowość Tromsdalen z Tromsøya
Most łączący miejscowość Tromsdalen z Tromsøya

Rezerwując bilet lotniczy do Tromso nie wyobrażałem sobie, że mógłbym się ze znajomymi nie spotkać. Na Street View pokazywałem ich dom oraz drogę, którą kiedyś pokonałem rowerem. Teraz po wielu latach, gdy w czwórkę przekroczyliśmy próg ich nowego mieszkania, czułem pewną niepewność. Prawie 9 lat, to taki szmat czasu, że często nie mamy już o czym rozmawiać z kolegą z poprzedniej pracy czy pokoju w akademiku. Kiedy przytuliłem się do nich na powitanie to poczułem jak dobre było to doświadczenie przed laty i jak wielkie miałem szczęście spotykając tak pozytywnych ludzi.

Trudno mówić jak się żyje w Tromso. To jest po prostu styl życia.
— Ona

Nie pamiętam wszystkich tematów, które poruszyliśmy. Wszyscy chcieliśmy z tego spotkania wyciągnąć jak najwięcej i myślę, że się udało. Nie o to chodzi by teraz relacjonować nasze dysputy o fotografii, życiu za kołem podbiegunowym czy kondycji Europy. To jest kilka słów o relacji. O fantastycznym doświadczeniu, które może Cię spotkać w podróży jeśli tylko pozwolisz.

“Jak Ty spotkałeś takich fajnych ludzi?” Trudno odpowiedzieć na tak proste pytanie.

Port jachtowy w Tromsø
Port jachtowy w Tromsø

Szósta kawa

W Tromso wylądowaliśmy w samym środku Sami Week, czyli małego festiwalu z okazji  Narodowego Dnia Samów. To dobry początek by zainspirować się trochę tą kulturą i poznać kilka szczegółów. Lepszą okazją byłoby zatrzymanie się gdzieś w szczerym polu na północy. Rozmowa z Lapończykami po odjechaniu z zatoczki przy drodze ostatniego białego campera nauczyłaby pewnie więcej niż notka w przewodniku.

Rywalizacja kobiet w rzucie lassem
Rywalizacja kobiet w rzucie lassem
Najodważniejszy z reniferów
Najodważniejszy z reniferów

Samego wyścigu reniferów nie widzieliśmy. Zwierzęta jednak nocowały na naszym kempingu. Reszta ekipy renifery widziała pierwszy raz i urok tych zwierząt działał na nich podobnie jak zielone smugi na niebie. Jeśli znajdziesz najbliższego lata trochę czasu, by odwiedzić daleką północ to jestem przekonany, że renifery będą towarzyszyć Ci w codziennej przygodzie.

Siódma kawa

W Tromso byłem drugi raz, ale dopiero teraz miałem więcej czasu by przejść się po mieście i okolicy. Obserwowałem jak mieszkają ludzie, kogo mogę spotkać na ulicy, jak się poruszają się, czy po prostu jakie samochody stoją na podjeździe. Mogłem sobie wyrobić zdanie, pobieżną ocenę, która pozwoli mi patrzeć inaczej na świat.

Brakowało mi jednak kontekstu, krótkiej historii tego miasta. Ten ubytek naprawiła wystawa w Perspektivet Museum, którą polecili mi Ona i On. Kilkadziesiąt czarno białych zdjęć z lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku uzupełniły historię. Otwarcie mostu, którym kilkakrotnie się przemieszczaliśmy, czy położenie asfaltu na głównej ulicy to sfotografowane wydarzenia, które dziś pozwalają lepiej wczuć się w klimat miasta. Czy w przyszłości zdjęcia będą wystarczająco dobrze skatalogowane by wartościową wystawę powtórzyć o obecnych czasach?

Katedra arktyczna w Tromsø (dokładniej Tromsdalen)
Katedra arktyczna w Tromsø (dokładniej Tromsdalen)
Biblioteka w centrum Tromsø
Biblioteka w centrum Tromsø

Dolewka

Przez kolejne dzielnice i parki kierujemy się w stronę lotniska. Nie musimy się śpieszyć, do odlotu zostało nam jeszcze sporo czasu. To jeszcze kilka chwil by poobserwować i wyobrażać sobie jak tu się żyje.

Po dekadzie od pierwszego wyjazdu do Norwegii nadal nie odważyłbym się wejść do restauracji i zamówić tu obiadu. Po prostu nie umiałbym się cieszyć tym talerzem, ale nie to jest dla mnie ważne. Nigdy nie czułem się w tym kraju gorszy, bo zawsze wracałem bogatszy. Każdy ma swoje miejsce, które silnie wpłynęło na późniejsze życie i wybory. Moje jest w Norwegii i nie potrzebuję paszportu, by taką więź odczuwać.

Kika adresów na początek

  • norway-lights.com –  prosta prognoza zorzy polarnej dla kilku miejsc w Norwegii (w tym Tromso)
  • aurora-service.eu – trzydniowa prognoza pogoda zorzy polarnej. Zwróć uwagę, że czas jest podany w UTC (Universal Time)
  • yr.no – norweski serwis z ogólną prognozą pogody (warto sprawdzić zachmurzenie i opady)

Przepis na kawę z przelewu

  1. Odważ 30g (6g na 100ml) ziaren jasno palonej kawy
  2. Zmiel grubo
  3. Włóż papierowy filtr do lejka i przelej wrzątkiem
  4. Wsyp kawę
  5. Wlej 0,5l wody
  6. Podstaw czajnik/termos (w zależności od wersji)
  7. Uruchom urządzenie

Flickr Ewy i Mikołaja

Wyjazd odbył się w lutym 2018.

Autor

Na początku 2018 roku wypalił dziurę w ostatniej flanelowej koszuli. Stwierdził, że to dobry moment by na chwilę przerwać pracę programisty i spróbować innych pasji. Teraz jako podróżnik rowerowy, fotograf i blogger, chce nadać wartość każdemu z tych słów.

4 komentarze

    • Cieszę się bardzo, że teksty się podobają i dobrze się je czyta 😉 Może Dziadek też zagląda…

    • Smacznego 😉 Możesz wypić za nasze zdrowie 😉
      A byłaś już w Norwegii? Koniecznie z kawą.

      P.S. Fajny pomysł z tymi pieczątkami.

Napisz komentarz