Jeśli chcesz zobaczyć Machu Picchu i masz na to więcej niż jeden dzień, to piesza wędrówka do miejsca jest atrakcyjnym sposobem. Kilka dni w okolicy pozwoli poznać, że Machu Picchu to ważne miejsce, ale tylko jedno z wielu. Choquequirao to jedno z tych mniej popularnych. Przyroda, krajobrazy w promieniu kilkudziesięciu kilometrów zaskakują bogactwem.

Po co alternatywa dla Machu Picchu?

Tłumy ludzi – Machu Picchu odwiedza codziennie około trzy tysiące turystów. Choquequirao na pewno mniej niż sto osób dziennie – w szczycie sezonu. My odwiedzając ruiny spotkaliśmy na ich terenie 10 osób.

Drogo – Wstęp do Machu Picchu jest drogi. W tym roku wejście na teren kompleksu to 152 sole (około 170 zł) do tego trzeba doliczyć kolejne kilkadziesiąt, jeśli chce się wyjść na jeden z dwóch szczytów górujących nad zabytkowym miastem. Do tego ceny dojazdu… można przejść się piechotą kilkanaście kilometrów, ale można też zapłacić kilkadziesiąt amerykańskich dolarów. Autobusy wypełnione turystami dojeżdżają pod bramę wejściową co kilka minut. Kolejki są wszędzie. Ceny wybitnie nie takie do jakich przyzwyczaiło nas Peru.

Konieczne rezerwacje – Jeśli chcesz zobaczyć ruiny o świcie to musisz zarezerwować bilet z dużym wyprzedzeniem. Jeśli chcesz wejść na Huayna Picchu to nastaw się na planowanie z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Nas to nie bawi. Udało się nam na szczęście kupić bilet wstępu na godzinę 14, dzień przed wejściem, w szczycie sezonu.

Zakazy i nakazy – Na bilecie wstępu jest wymienionych kilkanaście zakazów i nakazów. Niektóre jak np. zakaz wnoszenia selfie sticka do robienia super fotek nie jest przestrzegane, ale regulamin robi wrażenie. Toaleta jest tylko na zewnątrz, płaci się za nią dodatkowo, ustawia się wielka kolejka. Wkurza mnie, że kosztów toalety nie można wliczyć do tak drogiego biletu.

Te powody wystarczają, by zrozumieć, że można nie chcieć oglądać Machu Picchu inaczej niż na zdjęciach.

Tłumy na inkaskich tarasach podziwiają Machu Picchu
Tłumy na inkaskich tarasach podziwiają Machu Picchu

Po co oglądać Choquequirao?

Styl architektoniczny Choquequirao i Machu Picchu jest podobny. Masywne kamienne mury, tarasy rolne, obiekty mieszkalne i rytualne. Duże wrażenie robią tarasy lam. Kształt zwierzęcia naturalnej wielkości ułożony jest z białych kamieni włożonych pomiędzy szare na kilkudziesięciu tarasach. Choquequirao powstawało prawdopodobnie w XV wieku, a w XVI było rozbudowywane. Uważa się, że zostało założone przez władcę Inków Pachacuti, czyli tego samego, dla którego miało być wybudowane Machu Picchu. Później Choquequirao rzekomo miało być schronieniem dla władcy Manco Inca Yupanqui, gdy na początku XVI wieku musiał uciekać z Cusco opanowanego przez Hiszpanów. Wiele tutaj niewiadomych, fani historii na pewno znajdą ciekawe opowieści między kamieniami Inków.

Choquequirao jest zaskakująco dobrze zachowane. Nie wiem dlaczego okrzyknięto je małym Machu Picchu, bo powierzchnia obu kompleksów jest porównywalna. Zaledwie 40% ruin jest w tej chwili widoczna, większa część jest nadal porośnięta bujną roślinnością.

Główny plac Choquequirao widziany z góry
Główny plac Choquequirao widziany z góry
Główny plac Choquequirao z bliska, pustki
Główny plac Choquequirao z bliska, pustki
Inkaskie kamyki w Choquequirao i wysokie góry
Inkaskie kamyki w Choquequirao i wysokie góry

Ile czasu potrzeba, żeby zobaczyć Choquequirao?

Choquequirao można zwiedzić w trakcie 3-5 dniowej wycieczki w zależności od tempa marszu, albo połączyć oglądanie tych ruin ze zwiedzaniem Machu Picchu, co zajmie minimum 7 dni trekkingu. Standardowo dojście do ruin zajmuje 1,5 do 2 dni, zwiedzanie co najmniej pół dnia, a potem jeszcze trzeba się wydostać. Większość osób wraca tą samą drogą. W Peru jest mnóstwo budowli pozostałych po cywilizacji Inków. Choquequirao właśnie dlatego, że jest trudno dostępne, było odwiedzane przez garstkę turystów. Popularność miejsca szybko wzrasta. Idąc tam, byliśmy nastawieni na mało uczęszczany szlak, a zostaliśmy zaskoczeni przez wieloosobowe zorganizowane grupy i karawany mułów niosące ich bagaże. Na polach namiotowych w drodze do stanowiska archeologicznego obok nas rozbijano kilkanaście namiotów. Zaznaczamy, że byliśmy tam w szczycie sezonu.

Tarasy lam
Tarasy lam

Warto się spieszyć! Zanim przyjadą tysiące.

Rząd Peru podjął kroki, żeby umożliwić dostęp do Choquequirao większej ilości turystów niż obecnie. Podpisano projekt wedle którego za kilka lat dotarcie do kompleksu od głównej drogi zajmie niespełna pół godziny. Planowane jest uruchomienie 5 km długości kolejki gondolowej (takiej jak w Alpach albo La Paz) ponad kanionem rzeki Apurimac (1,5 km głębokości), który aktualnie trzeba pokonywać pieszo. Mają też powstać nowe drogi asfaltowe. Według planów 400 osób na godzinę będzie mogło wsiadać do gondoli.

Podobno kolejka ma zostać wybudowana do końca 2021 roku, chociaż według pierwotnych planów już w tym roku mieliśmy ją widzieć. Także pakuj plecak, ale nie nerwowo. Budowa jest opóźniona między innymi ze względu na konflikt między rządzącymi dwoma sąsiednimi regionami Peru. Rzeka Apurimac, nad którą ma być przewieszona kolejka jest naturalną granicą między regionami Apurimac i Cusco.

Tutaj można zobaczyć w jakim tempie podejmuje się decyzje na ten temat – http://www2.congreso.gob.pe/sicr/tradocestproc/Expvirt_2011.nsf/visbusqptramdoc1621/03361?opendocument

Choquequirao – trudności

Największym wyzwaniem w trakcie wędrówki do ruin są pokonywane przewyższenia, zmienne temperatury i owady. Maksymalna wysokość stanowiska archeologicznego to ok. 3100 m n.p.m., a rzeka Apurimac jest na wysokości poniżej 1500 m n.p.m. Ścieżka rzadko ma nachylenie mniejsze niż 20%, często 30%. Nawet wytrenowane mięśnie mogą rozboleć po pokonywaniu dziennie tak dużych przewyższeń, zwłaszcza, gdy wysoka temperatura otoczenia zabiera nam dużo wody, a rękami trzeba machać jak w pląsawiczym tańcu odganiając gryzące meszki. W ciągu dnia temperatury sięgają 30°C, w nocy mogą zbliżać się do 0°C, zależnie od wysokości. Warto rozważyć wyruszenie na szlak przed wschodem słońca, gdy jest przyjemnie chłodno. Zorganizowane wycieczki tak właśnie robiły, nam się nie chciało wstawać. Nie narzekaliśmy, bo brakowało nam ciepła po tygodniach spędzonych na dużo większych wysokościach w surowym klimacie. Planując trasę warto pamiętać, że dzień tutaj nigdy nie jest długi. W miesiącach zimowych (czerwiec – sierpień) słonko wschodzi około 6, szaro robi się około 17. Owady – meszki czy muchy piaskowe, wszystko jedno jak to się nazywa, są bardzo uciążliwe. Ukąszenie nie boli, chociaż można je poczuć. Świąd (silny!) może utrzymywać się tydzień. Wszyscy, którzy nie założyli w porę długich rękawów mają na skórze czerwone plamki i drobne strupki. Ci bardziej wrażliwi będą mieli obrzęki. Owady uwielbiają pożywiać się naszą krwią, gdy przysiadamy na chwilę w cieniu. Im niżej, tym jest ich więcej. Deet i inne repelenty działają, ale trzeba pamiętać o ich częstej aplikacji (przy okazji też o tym, że w dużych ilościach mogą uszkadzać powierzchnie syntetyczne, więc uwaga na zegarki, okulary itp.).

Wysokość bezwzględna nie powinna być problemem. Większość osób przyjeżdża tu z Cusco (3400 m n.p.m.) albo z Abancay (2400 m n.p.m.) a najwyższy punkt Choquequirao to 3100 m n.p.m.

Zygzaki stromego zejścia do Rio Blanco
Zygzaki stromego zejścia do Rio Blanco

A może wędrówka z mułem?

Zamiast noszenia dużego plecaka można wynająć muła i mulnika. Ta przyjemność kosztuje 30-40 soli za muła za dobę, podobno trzeba dodatkowo płacić przewodnikowi mułów. Szczegółów dotyczących cen nie znamy, bo nie szukaliśmy. Słyszeliśmy jednak, że zostawianie napiwków dla przewodnika czy mulnika jest obowiązkowe, a nie tylko dobrze widziane. Może ktoś z czytających ten tekst dopisze komentarz? Pewne jest, że jeden muł może nieść bagaż dwóch osób, jeśli nie zabierzecie zbyt wielu skarbów. Bagaże na grzbiet muła czasem pakowane są tylko w sznurkowe worki, dlatego warto zabezpieczyć plecak jakimś pokrowcem, żeby uniknąć przenikania zapachu. Możliwość zorganizowania transportu z mułami jest w wiosce Cachora, od której zaczyna się szlak.

Wędrówka z mułem może być przygodą
Wędrówka z mułem może być przygodą

Choquequirao w 3 dni – fast & light

My wybraliśmy się na trekking z wioski Cachora aż do Machu Picchu i szliśmy z dużymi plecakami. Pomyśleliśmy, że gdybyśmy mieli iść tylko do Choquequirao i z powrotem, tak jak to robi większość osób, to nie bralibyśmy ani dużego plecaka, ani muła, ani prowiantu (oprócz ciastek i wody). Poniżej w skrócie plan wycieczki na super lekko.

Start rano z miejscowości Cachora, gdzie zostaliśmy na nocleg w hostelu (w miasteczku jest kilka opcji podstawowego zakwaterowania). W górskich miejscowościach w Peru nie spodziewamy się żadnych luksusów. Luksusem nazywamy gorący prysznic blisko pokoju. Planujemy kolejny nocleg w jednym z prostych hostelików w wiosce Marampata. Po drodze obiad, piwo, chicha, coca-cola na jednym z mijanych campingów. W wiosce Marampata szukamy miejsca, które nam się podoba, bo zostaniemy tu dwie noce. Wszystkie hosteliki mają piękny widok na strome zielone zbocza. Ceny wszędzie podobne. Nie wszędzie natomiast oferują ciepły prysznic (za dodatkową opłatą). Właściciela prosimy o dodatkowy koc, bo nie zabraliśmy śpiwora (bo ciężki, a mamy na plecach maksymalnie 30 litrowe plecaki). Jeśli właściciel nie chce nam dać koca, to śpimy w polarku i getrach, które i tak zabraliśmy, bo wiedzieliśmy, że wieczorem i rano będzie chłodno.

Wioska Mrampata - w drodze do Choquequirao
Wioska Mrampata – w drodze do Choquequirao
Oferty restauracyjek na szlaku przez Marampatę są podobne
Oferty restauracyjek na szlaku przez Marampatę są podobne

Drugi dzień w całości poświęcamy na dojście i zwiedzanie stanowiska archeologicznego Choquequirao. Bierzemy ciastka albo bułkę, którą można kupić w Marampacie, bo dalej już nie ma takiej możliwości. Wracamy na kolację i nocleg do Marampaty. Trzeciego dnia ruszamy jak najwcześniej w drogę powrotną. Spędzamy noc w Cachorze, a jak się okaże, że mamy za dużo siły, to możemy próbować łapać transport do Cusco albo Abancay.

Większość zorganizowanych grup poświęca na trekking więcej czasu czyli 4-5 dni. Najczęściej pierwszy nocleg spędza w Playa Rosalina, bo późno przyjeżdżają z Cusco lub Abancay, drugi nocleg w Marampata lub przy ruinach, trzeci w tym samym miejscu po zwiedzeniu kompleksu, a czwarty w Chiquisca. Wracają wtedy przed południem do Cachory a wieczorem do Abancay lub Cusco.

Jak to robią zorganizowane grupy – http://www.choquequiraotreks.com/5days_Esp.html

Inkaskie szlaki

Słyszałeś o inkaskiej sieci dróg? Jej długość liczy się w dziesiątkach tysięcy kilometrów. Część jest ciągle porośnięta dżunglą, po części można maszerować do dziś. Najsłynniejszym fragmentem tej sieci jest Inka Trail prowadzące z Piskachuco do Machu Picchu. Jeśli słyszałeś o tej drodze to pewnie też dotarło do Ciebie, że wejście na ten oblegany szlak trzeba zaplanować z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, a maszerować można jedynie z agencją turystyczną, której zapłacisz za to setki dolarów. Oczywiście ten szlak to nie jedyna inkaska ścieżka w okolicy Machu Picchu.

Alternatywą dla najpopularniejszej inkaskiej drogi prowadzącej do Machu Picchu może być Salkantay Trail. Szlak kilkudniowy, prowadzący między innymi obok lodowych gór, spośród których najbardziej wyrazista jest Salkantay. Wejść na szlak można bez przewodnika czy agencji turystycznej, ale trzeba się spodziewać dziesiątek, setek osób wędrujących równocześnie.

Nasza alternatywa dla tych szlaków to wędrówka przez głębokie kaniony do ruin Choquequirao i stamtąd do Machu Picchu. Szlak częściowo pokrywa się z tym poprzednio wymienionym – Salkantay Trail.

Potrzebujesz jeszcze bardziej ukrytych celów wędrówki? Poczytaj o Vilcabambie.

Lodowe szczyty po drodze do Machu Picchu
Lodowe szczyty po drodze do Machu Picchu

Trekking do Machu Picchu przez Choquequirao 7-9 dni

Z Choquequirao do Machu Picchu można dojść piechotą w ciągu kilku dni. Wędrówka przez spalone słońcem kaniony, później w otoczeniu ośnieżonych pięciotysięczników, na koniec przez wysoką dżunglę. Dodatkową atrakcją jest możliwość przenocowania w jednej z organicznych farm kawy, gdzie możesz przygotować filiżankę kawy rozpoczynając od zbierania ziaren. Część szlaku jest poprowadzona oryginalnymi inkaskimi drogami, a Choquequirao i Machu Picchu to nie jedyne zabytki, które zobaczysz w trakcie trekkingu. Trekking jest dość wymagający kondycyjnie, można rozważyć wykorzystanie mułów do transportu większych bagaży.
Jesteśmy bardzo zadowoleni, że odwiedziliśmy oba historyczne miejsca i połączyliśmy je w trakcie kilkudniowej wycieczki. Całość, wraz ze zwiedzaniem Machu Picchu zajęła nam 7 dni. Zaoszczędziliśmy jeden dzień marszu przejeżdżając busem między wioską Yanama a Collpapampa. Raczej nie warto kopiować tego rozwiązania, jeśli chcesz dłużej popatrzeć na ośnieżone szczyty, które widać dobrze właśnie z tego odcinka trasy.

Jednak wędrówka w kierunku Machu Picchu?
Jednak wędrówka w kierunku Machu Picchu?

Miejsca na mapie kilometr po kilometrze

Opisuję poniżej miejsca, które znajdziesz zaznaczone nawet w aplikacji maps.me. W pierwszych punktach podaję średnie czasy przejść – spotkani przewodnicy mówili nam, że zwykle tyle czasu potrzebują ich grupy na spokojne przejście z małym plecakiem. Podaję też nasze czasówki – przyda się dla tych, którzy nie stronią od długich spacerów z dużym plecakiem. W kolejnych dniach ludzi coraz mniej, już nie mieliśmy kogo pytać ile zwykle zajmuje dojście z punktu A do B, więc podane są tylko nasze czasy. Dla interpretacji naszych czasów przejść ważne jest, że dla nas po wielomiesięcznej aktywności rowerowej łatwe jest wchodzenie pod górę, ale schodzenie po stromym stoku idzie nam wolno i często jest okupione bólem mięśni kolejnego dnia. Odległości pomiędzy kolejnymi punktami są małe, ale trasa jest prawie zawsze stroma, więc idąc z dużym plecakiem nie da rady przejść takich dystansów jak w Beskidach.

Cachora – miasteczko, z którego zaczyna się trekking do Choquequirao. Jeśli jedziesz transportem zatrzymaj się tam, żeby popatrzeć na górę Salkantay, która jest widoczna z głównego placu. Jeśli dotychczas nie próbowałeś, to koniecznie napij się chichy (lekko alkoholowy, pożywny napój przygotowywany w procesie fermentacji z kukurydzy lub trzciny cukrowej) i jedź dalej na mirador de Capuliyoc.

Taksówka zaparkowana tam, gdzie leją chichę - patrz niebieska chorągiewka
Taksówka zaparkowana tam, gdzie leją chichę – patrz niebieska chorągiewka

Mirador de Capuliyoc – do tego miejsca dojeżdżają taksówki (30 sol/auto z Cachora), jeśli nie chcesz jechać autem to licz się z tym, że one i tak pojadą i będą wznosić tumany kurzu. Spacer to 11 km, 2,5-3 godziny marszu, około 400 metrów pod górę i w dół.

Mirador de Capuliyoc 2900 m n.p.m. -> Playa Rosalina camping/Rio Apurimac 1480 m n.p.m. ~9 km ~1450 m w dół, średnio 4 h, my szliśmy 4 h z jedną długą przerwą na wypicie litra chichy na campingu Chiquisca (dostępne tam też porcje skromnego jedzenia 10 sol, piwo 14 sol, chicha 3 sole/1 litr, namiot 5 sol). My ruszyliśmy z Capuliyoc około południa.

Playa Rosalina 1480 m n.p.m. -> Santa Rosa Baja 2020 m n.p.m. ~2,7 km ~550 m w górę, średnie tempo 2 h, my 1,5 h. W Santa Rosa Baja są dwa campingi, oferują skromne posiłki za 10 sol porcja, ciastka i napoje przywiezione na grzbietach mułów, chicha robiona na miejscu 3 sole/litr, zimny prysznic w cenie, namiot rozbija się na tarasach pokrytych ziemią lub trawą, pod drzewami awokado i innymi egzotycznymi. Awokado w tym miejscu dojrzewają w sierpniu i jeszcze na początku września powinny być.

Santa Rosa Baja 2020 m n.p.m. -> Marampata 2900 m n.p.m. ~ 3,6 km ~860 m w górę, średnie tempo 3 h, my 2 h, Marampata to mała wioska, campingów dużo do wyboru, wszystkie oferują posiłki za 10-15 soli, są też sklepiki zaopatrzone w przekąski i napoje. Można zostać na nocleg pod dachem (30 sol/łóżko) i wziąć ciepły prysznic (10 sol/os).

Marampata 2900 m n.p.m. -> Choquequirao camping 2850 m n.p.m. ~3,2 km ~220 m w górę, ~250 m w dół, średnie tempo 2 h, my 1:15, po drodze ma się ochotę robić zdjęcia, bo coraz wyraźniej widać ruiny Choquequirao na zielonych zboczach. Camping jest bezpłatny/cena wliczona w cenę biletu, bez specjalnych udogodnień. Zimny prysznic, ale możliwa jest kąpiel w środku dnia, gdy mocno świeci słonko. Nie ma sklepu ani możliwości kupienia posiłków.

Ruiny Choquequirao (2600 m n.p.m. – 3100 m n.p.m.) każdy poświęca inną ilość czasu na zwiedzenie tego zabytku. Kompleks składa się z wielu sektorów, które podzielone są na dwie części. Zrobienie pętli wokół górnej części kompleksu i zobaczenie w tym czasie tarasów lam (trzeba zejść 200 metrów w pionie w dół, ale zdecydowanie warto) zajęło nam ponad 3,5 godziny. Do dolnej części tylko zerknęliśmy, żeby zdobyć świadomość jak ogromny jest cały ten kompleks i jak wielkie tarasy rozciągają się w tym miejscu. Trzeba tam zejść kilometr i obniżyć się w tym czasie o ponad 200 metrów, zejście i wejście zajęło nam około godziny, ale w tym miejscu spokojnie można spędzić 2,5 godziny. Ciągle pamiętamy, że przygotowano, oczyszczono z roślinności jedynie 40% ruin i oczom nie wierzymy.

Ruiny Choquequirao
Ruiny Choquequirao

Choquequirao 2850 m n.p.m. -> Pinchaunuyoc 2400 m n.p.m. ~5,5 km ~420 m w górę ~880 m w dół, średnie tempo 3,5 h, my też tyle szliśmy. Przy ruinach Pinchaunuyoc jest dużo płaskiego miejsca pod namiot i woda ze strumienia. Kolejne miejsce, którego nie ma w przewodnikach, kolejne wielkie tarasy. Idealne na odpoczynek w drodze, albo nawet na nocleg i śniadanie.

Pinchaunuyoc 2400 m n.p.m. -> Rio Blanco 1850 m n.p.m. ~ 2,2 km ~530 m w dół ~1:15 h mozolne strome zejście do rzeki, przy której można rozbić namiot, albo się ochłodzić, ale trzeba się liczyć z chmarami krwiożerczych meszek o każdej porze.

Rio Blanco 1850 m n.p.m. -> camping Maizal 3020 m n.p.m. ~4 km ~1170 m w górę ~3 h są tutaj dwa czy trzy campingi, ale oddalone od siebie o kilkaset metrów trudnego terenu. Większość oferuje posiłki, piwo, przekąski. Niestety większość tylko na plakatach. Gdy przyszliśmy okazało się, że poprzednia grupa wszystko zjadła, a dostawa z miasta przyjdzie nie wiadomo kiedy. Takie realia trudno dostępnych gór.

Camping Maizal 3020 m n.p.m. -> Abra San Juan 4150 m n.p.m. ~5,2 km ~1100 m w górę ~4 h średnie tempo, też tyle szliśmy z drobnymi przerwami. Na przełęczy jest budynek z dachem bez ścian, pod którym od biedy można rozbić namiot. Można kupić przekąski i napoje w górskich cenach.

Doskonałe miejsce pod namiot na campingu Maizal
Doskonałe miejsce pod namiot na campingu Maizal
Abra San Juan, sklepik ze słodkościami i możliwość schronienia się pod dachem
Abra San Juan, sklepik ze słodkościami i możliwość schronienia się pod dachem

Abra San Juan 4150 m n.p.m. -> wioska Yanama 3560 m n.p.m. ~3,1 km ~600 m w dół, 1:15 h. W wiosce liczne campingi i przygotowywane, ciepłe posiłki. Ceny 2-5 sol/os na polu namiotowym, 5-20 sol za łóżko w skromnym pokoju, ciepły prysznic 5 sol, posiłki 8-15 sol. Sklepiki – ceny 1,5-2 x wyższe niż w dużym mieście, ale i tak już jest taniej niż w sklepikach na campingach w górach.

Yanama – tu jest początek szutrowej drogi, stąd złapaliśmy transport (busik) do Collpapampa. Trochę żałujemy, bo tylko krótko patrzyliśmy na ośnieżone szczyty. Transport kosztuje od 15-30 soli za osobę, w zależności jak Cię wycenią 🙂 Można też pojechać aż do Santa Teresa. Busiki podobno odjeżdżają codziennie. Wyjątkowo trudno było dowiedzieć się dzień wcześniej, o której godzinie pojedzie bus, wiedzieliśmy tylko, że prawdopodobnie rano. Ostatecznie wyruszyliśmy o 6 rano. W wiosce jest też jeden prywatny samochód/taksówkarz. Można negocjować cenę przekazu, jeśli podróżuje się w więcej osób, ale będzie drożej niż busem.

Jeśli nie bralibyśmy transportu z Yanama pewnie doszlibyśmy w jeden dzień do wioski Totora (~19 km, ~1200 m w górę, 1350 m w dół), albo aż do Collpapampa (dodatkowe 6,5 km, ~100 m w górę, ~650 m w dół).

Collpapampa, tu łączymy się ze szlakiem Salkantay
Collpapampa, tu łączymy się ze szlakiem Salkantay

Collpapampa (2840 m n.p.m.) -> okolice Playa (2100 m n.p.m.) 13 km, szliśmy ~4 godziny wliczając przerwy, zejście w dół, ale było kilka podejść. Droga z Collpapampa wiedzie wzdłuż rzeki Santa Teresa, ale to nie oznacza, że to jest bardzo prosty spacer szeroką ścieżką. Czasem trzeba oglądać urwiska. Po drodze wypłaszczenia, na których są pola namiotowe i plantacje. Można kupić owoce, ciastka, napoje. Doszliśmy na nocleg do pierwszej organicznej farmy kawy, która nam się spodobała bardzo. Nazywała się Inka llaqta. Za namiot zapłaciliśmy 5 sol, za opowiadanie o kawie i palenie ziaren na własną filiżankę nic nie zapłaciliśmy, bo kupiliśmy zapas kawy na później i kolację u właścicielki (10 sol porcja).

Spacer z małymi przewyższeniami wzdłuż rzeki, oby nic się już nie osunęło
Spacer z małymi przewyższeniami wzdłuż rzeki, oby nic się już nie osunęło

Playa/Inka Llacta (Ruta del Cafe) 2100 m n.p.m. – > Llactapata (2800 m n.p.m.), punkt widokowy, ruiny, camping – 9,5 km ~850 m w górę,~ 150 m w dół, ~3,5 h (wliczając przerwę na kolejną kawę i drugie śniadanie). Pierwsza część tego odcinka biegnie wzdłuż kolejnych rodzinnych farm kawy, możliwość wypicia napoju jest co chwilę, możliwości noclegów też wiele – namiot lub proste hosteliki. Dodatkowo drzewa awokado, z których owoce spadają pod nogi. Jeśli nie masz szczęścia, to kupujesz duży owoc za 1 sol albo i mniej u któregokolwiek z gospodarzy. Mija się też małą wioskę gdzie można kupić podstawowe produkty. Llactapata to miejsce, z którego pierwszy raz widać Machu Picchu, mniej znana perspektywa.

Mielimy kawę, zapowiada się bezsenna noc
Mielimy kawę, zapowiada się bezsenna noc

Llactapata (2800 m n.p.m.) -> Rzeka Urubamba/Hidroelectrica (1800 m n.p.m.) ~6 km, ~1000 m w dół, ~1,5 h. Hidroelectrica to miejsce gdzie spotkasz tłumy ludzi. Jest kilka restauracji, kiosków z podstawowymi, droższymi niż wszędzie produktami. To stąd odjeżdżają samochody i busy do Cusco i w przeciwnym kierunku pociąg do Aguas Calientes (wioska pod Machu Picchu).

Widoki z okolicy Llactapata na Machu Picchu
Widoki z okolicy Llactapata na Machu Picchu

Hidroelectrica (1800 m n.p.m.) -> Aguas Calientes(2100 m n.p.m.) ~11 km, ~300 m w górę, średnio 2-2,5 h, nudny spacer wzdłuż torów kolejowych,

Aguas Calientes – to tu jest baza wypadowa na Machu Picchu, ale o tym jest już mnóstwo w sieci. Dla nas jedno z najdroższych miejsc jak dotychczas w Peru. Nawet banany (rosną niedaleko) są dwa razy droższe niż w bardzo odizolowanych górskich miejscowościach w Peru. Jednak jak się poszuka, to można przeżyć całkiem przyjemnie. Najtańszy nocleg 20 sol/osobę, najtańszy obiad dwudaniowy 8 sol – na pierwszym piętrze na targu przy głównym placu miasteczka. Bilety do Machu Picchu na popołudnie kolejnego dnia były dostępne od ręki.

Mapy

Nie potrzeba map papierowych. Ścieżki są wyraźnie widoczne. Łatwo prześledzić je na aplikacji maps.me lub jakiejkolwiek zasilającej się OpenStreetMap.

Choquequirao i Machu Picchu – kiedy jechać?

Najgorsze miesiące to styczeń, luty, marzec. Leje, ścieżki zamieniają się w błotne potoki. Zagrożenie osunięć ziemi. Jeśli nie wierzysz, może przekona Cię fakt, że w lutym nawet najdroższy pociąg świata nie kursuje (to ten z Cusco w kierunku Machu Picchu). Szczyt sezonu trwa od drugiej połowy maja do września. W sierpniu i na początku września na drzewach wokół niektórych campingów na trasie dojrzewają owoce awokado… Kto ich nie lubi? W szczycie sezonu rzadko pada ulewny deszcz. Temperatury w ciągu dnia powyżej 20°C są normą, często w słońcu około 30°C, w nocy spadają blisko 0°C (mowa o noclegach na wyższych wysokościach, nie w dnie kanionu).

Choquequirao – ile to kosztuje?

Bilet wstępu – 60 sol/osoba dorosła, studenci mają zniżki. W cenie możliwość przenocowania na campingu najbliżej ruin.

Pola namiotowe – 5 sol/namiot (tak, za namiot, nie za osobę, warto podróżować dwójkami – identyczna cena na wszystkich campingach aż do Yanama). Po wejściu na fragment prowadzący do Machu Picchu, który pokrywa się z Salkantay Trail cena może wzrosnąć do 10 sol/namiot w niektórych miejscach, a w Aguas Calientes (miasteczko pod Machu Picchu) 15 sol/namiot. Tam gdzie jest gorący prysznic trzeba zapłacić od 5-10 soli za tą przyjemność.

Posiłki
Cachora -> Yanama – warto nieść na plecach większość prowiantu, ale na wielu polach namiotowych można na trasie zjeść prosty, ciepły posiłek (makaron z czerwonym sosem, ryż z jajkiem – 10 sol/posiłek, frytki, ryż, trochę mięsa – 15 sol/posiłek). Na wielu polach namiotowych można kupić ciastka, paczkę makaronu, piwo. Ceny wyższe 2-3 razy od tych w mieście, czyli takie jak w polskim schronisku.

Yanama -> Machu Picchu – codziennie możliwość kupienia ciepłego posiłku, albo podstawowych produktów do własnego przygotowania. Ceny również wyższe 2 razy od tych w mieście.

Transport
Abancay – Cachora – taxi 10 sol/os około 1,5 h jazdy
Cachora – Capuliyoc – 30 sol/taxi – 20-30 minut
Autobus Cusco – Abancay – 30-60 sol/os – cena w zależności od przewoźnika. Trzeba wysiąść w punkcie Ramal de Cachora i stamtąd łapać taksówkę

Jeśli zdecydujesz się na czterodniową wycieczkę z przewodnikiem, wyżywieniem, mułami – koszt wyniesie kilkaset dolarów. Dokładny koszt w zależności od organizatora.

Przewodnik powstał, bo przed wyruszeniem na trekking nie znaleźliśmy w polskim internecie wielu informacji na temat Choquequirao i tego czego możemy spodziewać się na szlaku. Napisaliśmy go na podstawie własnych notatek i obserwacji po przejściu szlaku z wioski Cachora do Machu Picchu w sierpniu 2019. Nasze wrażenia i więcej zdjęć znajdziesz w poprzednim wpisie. Jeśli chcesz skorzystać ze śladu GPS naszej trasy napisz do nas wiadomość https://kwestiaszlaku.pl/o-nas/

Autor

Świetnie się czuje, gdy nie stoi w miejscu. Trekkingi i tułaczki z plecakiem nie są jej obce. Ostatnio chętniej wybiera rower, ale nadal bez gór nie ma dla niej udanego wyjazdu. Jej marzeniem jest bycie dobrym człowiekiem. Bycie lekarzem jest przywilejem, który ułatwia realizować marzenie.

6 komentarzy

  1. Tylko krótko dwa zdania …. Pierwsze: nie zamierzacie wrócić do Polski? 🙂 bo to już długo trwa Wasza podróż! Drugie: Gosia się upodobniłaś urodą do latynosek….

    • Odpowiem na pierwsze 😉 Cały czas wracamy do Polski tylko jedziemy okrężną drogą. Wygląda na to, że podróż zakończymy w Ameryce Południowej. Ten kontynent wciąga i pewnie znaleźlibyśmy sposób by tu zostać dłużej. W każdym razie przystanek w Polsce jest konieczny.

    • No to odpowiem na drugie: słońce tutaj nie ma litości. Miejscowi co jakiś czas zwracają nam uwagę, że powinniśmy używać kremu przeciwsłonecznego. Gringa powinna być bielsza!

  2. Przepiękne lego-skałki, cudowna przyroda i wasze uśmiechnięte buzie. :-). Cieszymy się Waszym szczęściem.

  3. A nie ma zdjęcia jak machacie rękami i odpędzacie się od meszek… To musiało ciekawie wyglądać :). Chyba że Michał musiał machać rękami nawet jak robił zdjęcia i wyszły nieostre… Bardzo dokładny przewodnik, na pewno przyda się nie jednemu podróżnikowi.

    • Meszki po prostu zasłoniły obiektyw i nie nadążałem z ustawianiem ekspozycji 😉
      Bardziej skuteczne było wbieganie pod górę, ale wtedy to już na prawdę nie dało się robić zdjęć.

Napisz komentarz