Klimatologia, oceanografia, mineralogia, wulkanologia, astronomia, geologia, botanika, zoologia, etnografia, językoznawstwo to niektóre z zainteresowań Alexandra von Humboldta. W przeciwieństwie do trendów, niemiecki podróżnik starał się myśleć holistycznie, dokonywał syntezy wiedzy, prowadził wieloletnie obserwacje związków między zjawiskami występującymi w przyrodzie. Był jednym z pierwszych, który zaznaczał wpływ człowieka i jego działalności na środowisko. Pewnie miałby dziś zażartych przeciwników i równie silnych naśladowców. Kilka miesięcy temu w Ameryce Południowej przypominano o jego 250 urodzinach i o tym czego dokonał. Jego nazwisko prawdopodobnie najczęściej widywane jest w czasie prognozy pogody w Ameryce Południowej. Zimny Prąd Humboldta kieruje wody Pacyfiku z południa na północ wzdłuż wybrzeży Chile, Peru, Ekwadoru kształtując klimat.

Humboldt w trakcie swoich wojaży dotarł również do Ekwadoru, a miejsca przez które przejeżdżaliśmy na rowerach 220 lat później, nazwał Aleją Wulkanów. Podróżnik był w podobnym do mnie wieku, gdy pierwszy raz zobaczył Andy. Nie zabrał roweru w Andy, chyba nie doceniał możliwości transportu w ten sposób.


Artysta sceny alternatywnej Ekwadoru opowie o dziewczynie z wulkanów, możesz czytać dalej

Marzenia o wulkanach

Wyobraź sobie kraj mniejszy od Polski, a na jego terenie po jednej stronie równikowe, deszczowe lasy, po drugiej pacyficzne wybrzeże, po środku Andy, wybuchające co kilkadziesiąt kilometrów wulkanicznymi stożkami. Aktywnych wulkanów jest w Ekwadorze prawie 30. Porównując do Polski to prawie dwa aktywne wulkany na województwo. W takim otoczeniu nietrudno o rozbudzenie chęci do wyjścia na jeden z najwyższych wierzchołków. Nawet jeśli nikt przed Tobą nie próbował tego dokonać.

Nie wszystko udaje się za pierwszym razem. Humboldt dokonał wielu obserwacji na terenie dzisiejszego Ekwadoru, wszystko notował. Też notuję w czasie podróży, a z Humboldtem mam jeszcze jedną wspólną rzecz. Nie udało nam się wejść na Chimborazo. Humboldt próbował to zrobić jako pierwszy Europejczyk, dotarł znacznie powyżej 5000 metrów, ale zamiast opisów wierzchołka, zrobił porządne opisy objawów choroby wysokościowej.

Chimborazo o zachodzie słońca
Chimborazo o zachodzie słońca
Słońce topi się w chmurach po przeciwnej stronie
Słońce topi się w chmurach po przeciwnej stronie

Ciągnęliśmy z Michałem obładowane rowery do Ekwadoru i mieliśmy ochotę dokonać pierwszych wejść na wulkany Ekwadoru w historii rodzin Pawełczyków i Kowalskich. Kiwaliśmy się z nogi na nogę i zastanawialiśmy się Cayambe czy Cotopaxi? A może właśnie Chimborazo? Nasze szanse zostały zaprzepaszczone przez wysoką gorączkę. Podwyższona temperatura ciała zaatakowanego przez niszczycielskie siły mikroorganizmów zredukowała ambicje. Prawie tydzień spędzony w łóżku i okolicach sprawił, że aklimatyzację musielibyśmy zaczynać od początku. Gdzieś pomiędzy chorowaniem, a zdobywaniem wysokości należałoby szukać jeszcze czasu na rekonwalescencję. Kalendarz niestety nie jest z gumy. Nawet w długiej podróży czasem trzeba kompromisów.

Dajemy sobie odpocząć, liczymy na to, że może jeszcze pożyjemy trochę na tym świecie i kiedyś wrócimy poczłapać na szczyt. Żal nie jest taki prosty do ukojenia, bo wszystko było przygotowane. Kilka dni wcześniej wjechaliśmy rowerami o własnych siłach powyżej 5000 m n. p.m., wiedzieliśmy gdzie wypożyczyć sprzęt w dużych rozmiarach. Nawet byliśmy wstępnie umówieni z towarzyszką ekstremalnej wycieczki. Nie dotknęliśmy śniegu na żadnym szczycie, ale zajrzeliśmy do niektórych kraterów, przejechaliśmy rowerem niejeden trudny fragment na zboczu wulkanu. Pora na wulkaniczną wyliczankę.

#1 Chimborazo najwyższa góra świata

Myślałeś że Everest jest najwyższym szczytem świata? W Ekwadorze Cię wyśmieją i powiedzą, że się mylisz. To Chimborazo jest najwyżej! Jeśli jesteś przywiązany do tradycyjnych pomiarów od poziomu mórz i oceanów to się z Ekwadorczykiem pokłócisz. On wyłoży ci teorię o tym, że przecież najwyżej, znaczy najdalej od środka Ziemi i jednocześnie najbliżej Słońca. Przyjmiesz do wiadomości, że Ekwadorczyk chce mieć coś “naj”. W jego kraju wiele lat przed Kopernik iem obserwowano fakty pośrednio świadczące o kulistości Ziemi. Wówczas wykorzystywano je do efektywnej uprawy na żyznej, wulkanicznej glebie, a nie do walki w wyścigu o to, w którym państwie jest najwyższa góra. Teraz jest czas na takie zabawy i marketing w turystyce.

Ziemia nie jest idealną kulą. Ze względu na to, że Chimborazo (6268 m n.p.m.) jest zaledwie jeden stopień na południe oddalony od równika, a Himalaje aż 29 stopni na północ, to licząc od środka Ziemi, szczyt Chimborazo jest 2 km dalej niż szczyt Mount Everest!

Najwyższa góra świata - Chimborazo
Najwyższa góra świata – Chimborazo
Chimborazo co chwilę chowa się za chmurami
Chimborazo co chwilę chowa się za chmurami

Chimborazo dla nas też ma numer pierwszy, bo był pierwszym wielkim wulkanem na naszej trasie przez Ekwador. Pierwsze spotkanie było mizerne, bo Chimborazo nie lubi eksponować swojego majestatu w porzedeszczowej. Skoro wprosiliśmy się do Ekwadoru nie w porę, to teraz mamy konsekwencje, czyli chmur więcej i mokre gacie, od deszczu na szczęście.

Najstarszy kościół w Ekwadorze

Jedziemy przez andyjskie wioski w kierunku wulkanu Chimborazo. Lubimy takie punkty milowe na trasie, więc nie brakuje ochoty do pedałowania. Hamujemy w miejscu gdzie wisi tabliczka najstarszy kościół w Ekwadorze. 1534 rok. Myśleliśmy, że zobaczyliśmy kolejne ważne miejsce, ale podobno ten naprawdę najstarszy kościół jest kilkanaście kilometrów dalej w górach. Tutaj przy odrobinie szczęścia można w tle kościoła podziwiać ośnieżoną czapę Chimborazo, a po drugiej stronie drogi zatrzymać się w knajpce, żeby zjeść przysmak tej części Ameryki. Świnkę morską z rusztu, a jakżeby inaczej. My widzieliśmy gęste chmury, a świnki czy to morskie czy to inne nie są tak dobre i pożywne jak owsiane ciasteczka, które wyciągamy z sakwy.

Najstarszy (podobno) kościół w Ekwadorze
Najstarszy (podobno) kościół w Ekwadorze
W środku kościoła
W środku kościoła
Pieczone świnki
Pieczone świnki

Górskie smakołyki

Zbliżamy się do Chimborazo ciągle widząc tylko jego podstawę, zastanawiamy się czy w ogóle dane nam będzie zobaczyć jego lodowce przy ekwadorskiej pogodzie. Nad problemem z lokalizacją lodowców ubolewa też przywiązany do tradycji hielero de Chimborazo. Mężczyzna nie zraża się gęstymi chmurami. Chodzi o to, że 40 lat temu lodowiec sięgał wysokości 4400 m n.p.m. a w drugiej dekadzie XXI wieku wycofał się do 5200 m. n.p.m. Zanim zamrażarki zdominowały produkcję owocowych lodów uwielbianych przez mieszkańców Riobamby, hielero kilka razy w tygodniu wędrował wyciąć lodowy blok z lodowca Chimborazo. Robi to podobno do teraz, chociaż wierzyć się nie chce w autentyczność historii. Lodziarnia w centrum Riobamby chwali się, że produkuje lody z lodowca najwyższej góry świata.

Na rowerze wyżej niż Everest

Spędzamy noc w namiocie przy wjeździe do Parku Narodowego Chimborazo. Wysokość 4350 m n.p.m. Spodziewamy się ujemnej temperatury po zachodzie słońca. Mimo tego, wieczorem nabraliśmy ochoty na bicie osobistych rekordów. Może to przez andyjskie kolibry, które szaleją na tej wysokości od świtu do zmierzchu? Wystarczy im kilka kwiatów. Nam wystarcza owsianka, a potem gorąca czekolada w schronisku. Kilka godzin zajmie nam podjazd i zjazd z magicznej wysokości 5000 m n.p.m. Jadąc na tej wysokości po tej szerokości geograficznej możemy mówić, że jesteśmy wyżej niż szczyt Mount Everest. To jest rekord nie do powtórki!

Ostatnie promienie słońca padają na Chimborazo
Ostatnie promienie słońca padają na Chimborazo
Kwiatki zachęcają do aktywności na wysokości
Kwiatki zachęcają do aktywności na wysokości
Koliber też musi pić!
Koliber też musi pić!
Z osobistym rekordem w dziurawej kieszeni
Z osobistym rekordem w dziurawej kieszeni

Kraina miodem i serem płynąca

Z Chimborazo z szerokim uśmiechem jedziemy w kierunku krainy pizzy, salami i sera. Tak, tak, kilkadziesiąt kilometrów od Chimborazo jest wioska Salinas. Tak jak w wielu miejscach w Ekwadorze, w okolicy jest soczyście zielona trawa, a na niej pasą się szczęśliwe krowy. Czasem mają tylko trudność w wypoczynku na stromych zboczach.

Salinas ma uroczy rynek i kilkanaście pizzerii naokoło. Fałsz. Teraz jest tam głównie kurz, wygląda na to, że remont miasteczka przeciąga się miesiącami. Pizzerie faktycznie istnieją, nie potrafimy znaleźć typowej ekwadorskiej knajpki, gdzie serwuje się obiady za 2,5$. Pizza kosztuje 10$. Jest kilka sklepów, gdzie wybór sera zaskakuje. Oprócz typowego fresco oferowany jest ser o intensywnym smaku pesto, gouda, parmezan, ser wędzony jak polski oscypek. W kolejnych lodówkach wybór kiełbasek. Ci, którym zakurzone miasteczko się nie spodobało przekonują, że wszystko to można znaleźć w supermarkecie w dużym mieście.

Jazda przez pastwiska do Salinas
Jazda przez pastwiska do Salinas
Plac główny w Salinas
Plac główny w Salinas

Najedzeni świeżym pieczywem z kilkoma rodzajami sera, ruszamy w kierunku kolejnych wulkanów. Po drodze dziwi nas, że kolejne wioski nie oferują żadnych lokalnych produktów mimo teoretycznie identycznego naturalnego potencjału. Ktoś nam podpowiada, że Salinas i okolica stworzyły kooperatywę w produkcji tych smakołyków adresowanych do przybyszów dzięki pomocy włoskich misjonarzy. Niezależnie od tego kto jest autorem pomysłu, sera z tej części Ekwadoru warto spróbować.

#2 Jezioro Quilotoa

Jedna z największych erupcji w ostatnich 1000 latach doprowadziła do powstania bajecznego jeziora Quilotoa. To był 1280 rok. Dziś Quilotoa jest jedną z głównych atrakcji gór Ekwadoru, spodziewaj się towarzystwa na miejscu. Wody jeziora w kraterze zmieniają odcień w zależności od padających promieni. W sezonie deszczowym szare chmury często pokrywają niebo. Powierzchnia wody jest kilkaset metrów niżej niż pionowe ściany krateru, toteż najwcześniej kilka godzin po wschodzie mocniejsze promienie mają szansę rozświetlić zbiornik. Wszystko to wiemy, dlatego po drodze robimy tylko dwie krótkie przerwy, żeby spojrzeć na kaniony Zumbahua i Toachi. Podobają ci się nazwy?

Plac zabaw nad Toachi
Plac zabaw nad Toachi

Po przerwie na placu zabaw nad przepastnym kanionem Rio Toachi podjeżdżamy do komuny Shalala – tutaj ma być ładny punkt widokowy, tutaj inni rowerzyści polecali dobre miejsce pod namiot, tutaj ma być spokojnie. Na wjeździe wita nas Indianka w tradycyjnym stroju. Wypytuje jak się czujemy, czy długo jechaliśmy i czy wiatr nas nie zmęczył. Wyjaśnia kilka zdań o miejscu, gdzie możemy rozbić namiot, gdzie prysznic, gdzie gorąca czekolada za 2$. Nie jesteśmy dobrymi klientami, mamy swoje kakao, a w sosnowym lesie z daleka uśmiechają się do nas dorodne maślaki. Nikt tych grzybów nie zbiera, nie rozumiemy dlaczego. Musimy wyszukiwać spośród dorodnych okazów te najmłodsze osobniki, bo będą smaczniejsze. Wszystkie są zdrowiusieńkie. Będą polskie smaki na równiku!

Jezioro Quilotoa w kraterze
Jezioro Quilotoa w kraterze
Rośliny nad jeziorem Quilotoa
Rośliny nad jeziorem Quilotoa
Maślaczek na równiku
Maślaczek na równiku

#3 Cotopaxi

Cotopaxi (5897 m n.p.m.) to wulkan jak z dziecięcej kolorowanki. Stożek idealny, biały, odcięty szczyt, krater. Najpopularniejszy z białych wulkanów Ekwadoru. Codziennie na jego szczycie stają turyści z całego świata. Oficjalnie na wszystkie lodowcowe szczyty w Ekwadorze należy iść z przewodnikiem. Cotopaxi jest jednym z najprostszych technicznie. Przed wejściem konieczna jest dobra aklimatyzacja, bo to prawie 6000 metrów. Nawet przed wjazdem do Parku Narodowego przyda się aklimatyzacja, bo poruszamy się na wysokości około 4000 m n.p.m.

Cotopaxi jest aktywny. Ostatnia erupcja miała miejsce w 2015, ponowne wejście na szczyt było możliwe dopiero w 2017. My mieliśmy wrażenie, że najbardziej aktywne to są chmury wokół niego, które w zaskakujący sposób wisiały głównie na jego południowej stronie.

Zanim dojechaliśmy do Cotopaxi...
Zanim dojechaliśmy do Cotopaxi…
Pierwszy raz widać prawie cały wulkan Cotopaxi
Pierwszy raz widać prawie cały wulkan Cotopaxi

Park Narodowy Cotopaxi z założenia potraktowaliśmy jako rowerowy areał do przekręcenia widokowych kilometrów. Wjechaliśmy od południa po fantastycznie gładkiej, asfaltowej nawierzchni, która skończyła się kilka kilometrów przed centrum informacji o parku. Tam zgubiliśmy część turystów i pojechaliśmy dalej w kierunku jeziora Limpiopungo. Jezioro reklamowane jako urokliwe siedlisko ptaków. Nazwałabym je raczej spokojnym miejscem, gdzie warto się pojawić późnym popołudniem albo wczesnym porankiem, gdy odwiedza je więcej ptaków niż turystów. Z biegiem dnia proporcja się odwraca. Na nocleg wybraliśmy jedyne darmowe pole namiotowe. Cotopaxi pokrywał się siedmioma chmurami, wobec czego skupiliśmy się na nawiązywaniu znajomości ze stadem koni. Takie są parki narodowe w Ekwadorze, że zwierzęta hodowlane mogą paść się tam, gdzie tylko mają ochotę. Ludzie na szczęście mają zakaz poruszania się poza ścieżkami.

Kolejnego dnia wstajemy przed świtem, a Cotopaxi nadal pokryty białą pierzyną, wobec czego rezygnujemy z wyszukiwania dalszych celów rowerowych. A można było podjechać do schroniska. Albo wejść na przeciwległy wulkan Rumiñahui… Znów opanowujemy sztukę odpuszczania.

Cotopaxi wieczorem
Cotopaxi wieczorem
Konie mają co robić
Konie mają co robić
Wyjazd z Parku Narodowego Cotopaxi
Wyjazd z Parku Narodowego Cotopaxi

Wybraliśmy ścieżkę na północ, trochę po trawie, trochę po błocie, dużo po bruku, a na koniec po asfalcie. Gdyby nie ten bruk to polecalibyśmy zabrać w to miejsce rower każdemu. Wobec tego, że jazda po ostrym bruku jest trudna nawet w dół, polecamy zabrać rower na pakę samochodu i kręcić kilometry tylko bliżej góry Cotopaxi.

#4 Cayambe

Cayambe (5790 m n.p.m.) śnił nam się w gorączce. Bardzo zależało nam, żeby wejść na ten szczyt. Wyobrażalismy sobie jak lepimy śniegową kulkę na równiku. No, ale skończyło się tak jak pisałam na początku.

Cayambe jest jedynym miejscem pokrytym śniegiem, który leży bezpośrednio na równiku. Podobno pogoda tam jest jeszcze bardziej kapryśna niż na Cotopaxi. Patrzyliśmy na niego z żalem z innego wulkanu – Rucu Pichincha. Plan na wyciszenie żalu jest taki – Muwrócimy zanim stopnieją lodowce!

Cayambe w chmurach widziany z Pichincha
Cayambe w chmurach widziany z Pichincha

#5 Pichincha

To miała być niższa górka podtrzymująca naszą aklimatyzację. Okazała się jedynym wulkanem, na którego szczyt weszliśmy w Ekwadorze. Z centrum Quito wyjeżdżamy autobusem miejskim do stacji kolejki Teleferico, dzięki której zaczynamy marsz z wysokości 4000 m n.p.m. Pichincha (4696 m n.p.m.) jest aktywnym wulkanem. Ostatni raz straszyła kilkunastokilometrowym grzybem pyłu na przełomie XX/XXI. Teraz jest spokojna… Udało nam się wyjechać kolejką rano, dzięki czemu mieliśmy spore szanse na podziwianie już z tej wysokości Aleji Wulkanów. Przy dobrej widoczności można zobaczyć Cayambe, Antisana, Cotopaxi, Illinizas, Chimborazo. Kilka minut od górnej stacji kolejkieskakujemy na gigantyczną huśtawkę! A potem na podwójny leżak z widokiem na miasto.

Po bujanej rozgrzewce wejście na wulkan Rucu Pichincha jest naprawdę przyjemne. Najpierw łąki, potem skały. Przez pomyłkę kawałek przeszliśmy trudniejszym szlakiem niż zalecano, ale taki trening tylko poprawia humor. Michał nie czuje już tak bardzo choroby, więc udaje nam się w kilka godzin wrócić do tego samego miejsca. I znowu na huśtawkę!

Wyjście na wulkan Pichincha
Wyjście na wulkan Pichincha
Towarzystwo na szczycie
Towarzystwo na szczycie

#6 Sangay

To ten typ, który przez swoją aktywność i wyrzucane pyły utrudnił nam wyjazd z Cuenca. Nic więcej o nim nie wiemy, oprócz tego, że zahaczyliśmy o granice parku narodowego, w którym się znajduje. Nie widzieliśmy typa, ale widzieliśmy co potrafi nawyrabiać.

#7 Antisana

To już postanowione, na nią na pewno nie będziemy się wdrapywać. Trudna technicznie. Widzieliśmy ją z daleka, ze stoków Pichincha.

Antisana widziana z Pichincha
Antisana widziana z Pichincha

#8 Jezioro Mojanda i Cuicocha

Jeziora w kraterach niedaleko miejscowości Otavalo. Dotarcie do jednego z nich kosztowało nas dwie szklanki potu, do drugiego dużo śmiechu. Napiszemy o nich kilka zdań, gdy będziemy opowiadać o Otavalo, czyli mieście, w którym odbywa się najpopularniejszy targ zwierząt i rzemiosła w Ekwadorze.

Wyszło tylko osiem wulkanów. Humboldt spędził więcej czasu w Ekwadorze i więcej napisał, więc jakby co, to pytaj go o rady, gdzie możesz się jeszcze wybrać po wulkaniczne wrażenia. Jeśli nie znajdziesz do niego kontaktu, to zajrzyj na to co napisaliśmy o pomysłach na długowieczność i o stolicy Ekwadoru.

Wskazówki:

  • Aklimatyzacja w Ekwadorze w skrócie – stolica – Quitó leży na wysokości około 3000 m n.p.m. Zanim zaczniesz jakąkolwiek górską aktywność, radzimy spędzić na tej wysokości kilka dni. Jako pierwszą wycieczkę na większą wysokość można rozważyć dojazd do Laguna Quilotoa (3900 m n.p.m.). Z Quitó jest łatwo dostępny wulkan Pichincha (4696 m). Kolejką górską (Teleferico, 8,5$ cena za przejazd w obie strony, z centrum Quito taxi lub Uber 4$ pod stację, albo autobus) można wyjechać się na wysokość 4000, a stamtąd marsz na szczyt. Kolejnymi nietrudnymi technicznie i dostępnymi szczytami są wulkany Corazón i Illiniza Norte (Illiniza Sur jest wyższa i trudniejsza). Potem już można nocować w jednym ze schronisk pod najwyższymi wulkanami i próbować swoich sił.
  • Zimno – mimo że Ekwador leży na równiku, to w górach klimat jest górski. Ciepłe ubrania są obowiązkowe, zwłaszcza że na wysokości ze względu na fizjologię dotkliwiej odczuwa się chłód. Jeśli planujesz nocleg pod namiotem lub w schroniskach w parkach narodowych Cotopaxi , Chimborazo, a nawet na niżej położonym campingu przy Lagunie Quilotoa (około 3850), spodziewaj się temperatury zbliżającej się do zera, a nawet kilku stopni poniżej zera (to powyżej 4000). W miesiącach, w których mniej pada (czerwiec -wrzesień) należy się spodziewać silniejszego wiatru – takiego, którym straszy się w polskich wiadomościach. Miesiące od grudnia do lutego są bardziej pochmurne, gorsze na trekkingi, ale chętniej wybierane na wspinaczkę wysokogórską ze względu na trochę wyższe temperatury, mniejszy wiatr, grubszą pokrywę śnieżną. Niektórzy mówią, że w grudniu, na początku stycznia w Ekwadorze istnieje coś takiego jak mini-lato. Chodzi o to, że w czasie pory deszczowej w tym czasie jest większa szansa na słoneczne, albo częściowo słoneczne dni. Tak było, gdy pedałowaliśmy przez Ekwador.
  • Chmury – wulkany Chimborazo i Cotopaxi w porze mokrej odsłaniają się najchętniej rano i tuż przed zachodem słońca.
  • Rowery górskie – biura turystyczne organizują wycieczki rowerowe wokół wulkanów. Znajdziesz je w dużych miastach. Na uwagę zasługuje zjazd spod schroniska Chimborazo (w górę wywożą autem) i przejażdżka na terenie PN Cotopaxi
  • Sprzęt wysokogórski – szukaj niedaleko placu Foch w centrum Quito. Pytaliśmy o cenę ekwipunku na dwa dni – 50-70$ za osobę. Wyjście z przewodnikiem – cena zależy od biura i czy wliczają w cenę przejazd, ile osób jedzie itp. 300$ na osobę powinno wystarczyć za całość na jedną osobę. Może się udać taniej.
  • Chimborazo – obserwacja wikuni jest najpewniejsza właśnie tam. Zwierzęta włóczą się nawet przy głównym wejściu do PN. Autobusy i taksówki dojeżdżają pod pierwsze schronisko. Stamtąd można się przejść do drugiego schroniska (>5000m), do małego, brzydkiego jeziorka i bliżej lodowca. Wyjście na szczyt można zorganizować w Riobamba albo Quito.
  • Quilotoa – Co można robić nad jeziorem oprócz grzybowej?
    Miłośnicy dłuższych trekkingów niech wpiszą w wyszukiwarkę Quilotoa Loop. Dla fanów krótszych aktywności – spacer wokół krateru zajmuje około 4 godziny, a zejście do tafli jeziora i powrót około 3 godziny. Zamiast chodzić można przez tyle samo godzin siedzieć na punkcie widokowym i patrzeć! Zakwaterowanie można znaleźć w wiosce Quilotoa albo komunie Shalala. Jeśli wybierzesz wioskę Quilotoa, to możesz popływać kajakiem, ale w tym celu trzeba najpierw zbiec stromo w dół, a potem wdrapać się z powrotem. Jeśli to pierwsze dni w górach, to może okazać się trudne, bo wioska jest na wysokości około 3900m n.p.m. Komuna Shalala jest mniej uczęszczana, ma nowoczesny punkt widokowy z drewna i plexi, na którym jeszcze bardziej poczujesz przestrzeń. Wyspać można się w chatkach lub na trawie we własnym namiocie.
  • Jak dostać się do Quilotoa? My ruszyliśmy w górę z Zumbahua czyli kolejnego miasteczka, w którym co tydzień odbywa się wielki targ, na którym sprzedają swoje produkty ludzie z okolicznych wsi. Będąc w Ekwadorze warto zobaczyć chociaż jeden z takich górskich, lokalnych targów. Zumbahua, Guamote, Otavalo – to trzy przykładowe nazwy, które można odszukać na mapie. Po drodze robimy głęboki oddech przy kanionie rzeki Zumbahua. Z Quitó i z Latacunga organizowane są wycieczki autokarowe.
  • Cotopaxi – Warto zatrzymać się w centrum informacji dla turystów – ciekawa, krótka ekspozycja, tym bardziej jeśli podróżujesz z dziećmi. W parku można nocować jedynie w wyznaczonych miejscach. Wszystko jest oznakowane tabliczkami.
  • Gigantyczne huśtawki nad przepaścią, albo z pięknym widokiem zyskały w Ekwadorze popularność po tym jak pierwszy stworzył taką właściciel domku na drzewie w Baños. Słyszeliśmy, że w Baños są gigantyczne kolejki, żeby huśtnąć się 5 razy i zrobić selfie. Gdy byliśmy na Pichincha wokół huśtawki gromadziło się kilka osób, nikt nikomu nie chrząkał za plecami. Na huśtawce w drodze do Quilotoa nie było nikogo.
    A tu jedna z subiektywnych opinii na temat huśtawki w Baños
  • Jeśli interesują Cię inne idealne kształtem wulkany – spójrz na wpis o Parinacocie na granicy Boliwii i Chile.

Czas i miejsce:

  • Trasą łączącą wulkany Ekwadoru jechaliśmy w drugiej połowie grudnia 2019 i pierwszej połowie stycznia 2020.
  • Ślad GPS trasy The Trans Ecuador Mountain Bike Route – the Dirt Road Version czyli TEMBR służył nam od regionu Chimborazo na północ Ekwadoru, łącząc atrakcyjne widokowo miejsca. Modyfikowaliśmy go minimalnie, na przykład, gdy stanęliśmy przed zamkniętą na kłódkę bramą na nieuczęszczanej drodze w Parku Narodowym Cotopaxi, wróciliśmy na trasę asfaltową.
  • Mapa Google opisywanego obszaru.
Autor

Świetnie się czuje, gdy nie stoi w miejscu. Trekkingi i tułaczki z plecakiem nie są jej obce. Ostatnio chętniej wybiera rower, ale nadal bez gór nie ma dla niej udanego wyjazdu. Jej marzeniem jest bycie dobrym człowiekiem. Bycie lekarzem jest przywilejem, który ułatwia realizować marzenie.

8 komentarzy

  1. Zdjęcia i opisy super. Bardzo mi się podobają. Zdjęcie numer 57 świetne – Gosiu masz piekne, dlugie włosy.

  2. Bardzo piękne. Rywalizacja trwa. I mam nadzieję zdrowe ryzyko a nie ryzykanctwo 🙂
    A w zdjęciach przyrody jestem po prostu zakochany 🙂

    • Rywalizacja? Nie ma z kim rywalizować 🙂 Chyba, że chęcią pospania jeszcze 10 minut gdy trzeba jednak ruszyć w drogę 😉

  3. Tekst super, a zdjęcia jeszcze lepsze, a może na odwrót? 😉 Kraj może i nieduży, ale sam ten wpis wystarczy żeby stwierdzić że bardzo różnorodny. Huśtawka mnie rozbroiła, w “cywilizowanej” Europie to pewnie by nie wpuszczali na takie coś bez uprzęży 😉 Trzymajcie się tam i pozdrowienia!

    • Trudno to ocenić, ale jakiekolwiek względy bezpieczeństwa są mocno dyskusyjne w krajach Ameryki Południowej. Jazda na motorze w 3-4 osoby, jazda bez kasku, jazda na pace pickup’a itd… Na początku to egzotyka, my już przywykliśmy 😉

  4. Zdjęcie z krową jest super! Michał – leżaleś na trawie żeby je zrobić? Ciekawe czy jakieś młode cielaki dostaną imię po was?
    Huśtawki są niesamowite! Nie baliście się trochę na nich huśtać? Spodziewałem się, że do każdej takiej huśtawki będą wielkie kolejki, dobrze słyszeć, że jest inaczej.
    Piękne widoki, idealne wulkany, no ja bym tam mogła mieszkać. Może mogłoby mniej padać ale to pewnie jest zależne od pory roku. No i grzyby w marcu! Zazdroszczę!

    • Nie wiem czy Gosia położyła się na trawie by zrobić akurat zdjęcie z krową, bo na tym jej nie przyłapałem 😉
      Po mnie na pewno jakieś ciele dostanie imię. Jestem do tego idealny – “Mihau” 😉
      Jak ta huśtawka zaskrzypiała dwa razy to już było za późno przestać. Myślę, że podobało by Ci się w Ekwadorze. Mamy kilka propozycji na działkę.

Napisz komentarz