Kończy się sierpień. Tradycyjnie siadam do wpisu, w którego tytule zmieniam co roku tylko datę. W tym momencie uświadamiam sobie, że zeszłoroczny wpis wyznaczył trend. Korzystając z tego, że twórcy podcastów równolegle prowadzą blogi ze spisem odcinków, wypełniłem takimi propozycjami taki wpis. Zdałem sobie sprawę, że w tym roku nawet taka przenośnia może się nie udać.

Pomyślałem sobie tak… Wybiorę się na spacer po mieście… Spotkam piękną Kolumbijkę z szerokim białym uśmiechem. – Dzień dobry, czy pozwoli Pani zaprosić się na kawę do tej kawiarnii? – spytam… No, a potem już gładko… Dowiem się jak nazywa się między innymi jej dentysta. Świetny sposób na znalezienie stomatologa w mieście, w którym nikogo nie znasz i trudno poznać rekomendację. Od prawie dwóch lat podróżowałem z żoną, więc zdecydowałem się tym pomysłem głośno nie podzielić.

Trzydzieści, sześćdziesiąt, czy dziewięćdziesiąt minut. Tyle czasu zwykle otrzymuje podróżnik na zaprezentowanie swojej wyprawy, w zależności od tego czy występuje na festiwalu czy w klubie podróżniczym. To niewiele czasu jeśli chce się opowiedzieć wielomiesięczną wyprawę. Co jednak zrobić, gdy trzeba napisać artykuł i zmieścić wszystko na dwóch stronach maszynopisu?

Dzięki pobytowi u Karol i Willy’iego wiedzieliśmy już, że nie dotkniemy lodu w Parku Narodowym Sierra Nevada del Cocuy. Trekking w tym parku miał zakończyć piesze górskie wędrówki na tej wyprawie. Jasną stroną tej sytuacji była perspektywa szybkiego pozbycia się dużej ilości bagażu z naszych sakw. Wcześniej obiecaliśmy sobie, że po akcji górskiej w tych górach przygotujemy kilkunasto kilogramową paczkę z ciepłym sprzętem górskimi, którą wyślemy do Bogoty. Właśnie w Ibagué zaznajomiliśmy się trochę z zakresem usług poszczególnych firm kurierskich.

Na początku zawsze wjeżdża rosół. W końcu jesteś na polskim weselu. Pod kościołem upał był już tak dotkliwy, że chowałeś się z gośćmi pod ścianą. Potem jakoś wskoczyłeś do klimatyzowanego auta i jesteś przy stole. Chcesz wytrzymać w marynarce do tańca. Pierwsza łyżka zupy nie robi na Tobie wrażenia. Odważnie bierzesz drugą. To był błąd. Duża kropla potu spływa Ci po plecach, a kilka kolejnych ozdabia twarz. Teraz zrozumiesz jak będę Ci opisywał nasze śniadanie.

Cześć!
Ta notatka powstała jako uzupełnienie pokazu zdjęć, z którym pojawiamy się w różnym miejscach Polski. Pokaz dotyczy naszej prawie dwuletniej wyprawy rowerowej, podczas której poruszaliśmy się wzdłuż najdłuższego pasma górskiego na Świecie – Andów. Znajdziesz tutaj informacje, do których nawiązaliśmy podczas spotkania jak i inne, o których zdecydowaliśmy się w tej tematyce. Jeśli jeszcze nie byłeś na naszym pokazie, sprawdź najbliższe terminy poniżej.

Patrzę na datę przy tytule tego wpisu i czuję satysfakcję. Nie jesteśmy rekinem polskiej blogosfery, ale nie taki był cel podczas rejestrowania domeny kilka lat temu. Notes naszych wspomnień, a mamy nadzieję Waszych inspiracji, spuchł sporo przez ostatnie dwa lata. Cieszymy się, że dziennik naszej wyprawy tak obficie zapisał strony tego bloga, a Ty z nami byłeś podczas tej przygody.

Spodziewałem się turystycznego oblężenia. Dużych niemieckich i francuskich wycieczek, których istnienia nie można zignorować, bo w eterze nie słychać już hiszpańskiego. Tymczasem w San Agustín, małym, zadbanym, kolonialnym miasteczku były wycieczki, były restauracje i hotele, ale gringos nie odebrali Kolumbijczykom ich miasta. Jedni i drudzy żyli i odpoczywali w symbiozie.