Biel i szarość. Nasłuchaliśmy się o wielokolorowej Kolumbii, tymczasem przekraczamy granicę i te kolory są dominujące. Niskie chmury nie przepuszczają słońca. W jakich barwach widzą rzeczywistość Wenezuelczycy, którzy maszerują w grupach w przeciwnym do nas kierunku? Na granicy ogromne kolejki. Namiot UNICEF i czerwonego krzyża. Darmowe szczepienia, które można, a nawet należy przyjąć natychmiast.

W ręku trzymałem pęk kluczy. Ten metalowy przybornik dawał mi dostęp do drzwi głównych, bocznych i zaplecza naszego domku. Mogłem też otworzyć dużą bramę, przez którą wychodziliśmy do miasta. Jeden z kluczy otwierał boczne drzwi do kuchni w głównym budynku. Tak mogliśmy otworzyć sobie wejście na śniadanie lub pójść na poranną mszę do kaplicy, bez niepokojenia reszty mieszkańców. Miałem też kilka innych kluczy, ale nie wiedziałem jakie nadawały mi uprawnienia. W zasadzie to nie nadawały żadnych. Gościnność i zaufanie okazane tutaj były tak wielkie, że nie przyszłoby mi do głowy chcieć więcej.

Jesteśmy w Polsce. Odbieram telefon od znajomych, sam nie umiem uwierzyć w jakim tempie przeprowadziliśmy ewakuację. W tych trudnych chwilach wszystkim wszystko się zaciera. Poniedziałek myli się z sobotą, bo dzień pracy trudno odróżnić od wyjazdu na zakupy, do lasu czy niedzielnej mszy. Wszystko jest online, a nasza projekcja rzeczywistości sprzed tygodni stara się nas pocieszyć. Prześledziłem zapiski w naszym dzienniku i konwersację na komunikatorach, by opowiedzieć Ci prawdę, dlaczego podróż przerodziła się w ewakuację.

Ostatnie tygodnie nie są normalne. Nie są, choć nie czuję się kompetentny, by opowiedzieć Ci jak wyglądała sytuacja w Polsce. Jeszcze w połowie marca kontynuowaliśmy naszą podróż przez Kolumbię, a sytuację w ojczyźnie znaliśmy ze szczątkowych wiadomości WhatsApp. Kilka kolejnych dni wszystko zmieniło i chciałbym krótko wyjaśnić co się będzie działo dalej z blogiem.

Cieszyliśmy się na odwiedzenie Quito. Może dlatego, że to ciekawe doświadczenie obejrzeć tak duże, a jednocześnie ukryte w górach miasto. Może dlatego, że wokół jest tyle ośnieżonych, wulkanicznych szczytów kuszących wspinaczy. Może w końcu dlatego, że tak mało stolic w Ameryce Południowej widzieliśmy. A stolica to w końcu powinno być centrum, serce państwa.

Klimatologia, oceanografia, mineralogia, wulkanologia, astronomia, geologia, botanika, zoologia, etnografia, językoznawstwo to niektóre z zainteresowań Alexandra von Humboldta. W przeciwieństwie do trendów, niemiecki podróżnik starał się myśleć holistycznie, dokonywał syntezy wiedzy, prowadził wieloletnie obserwacje związków między zjawiskami występującymi w przyrodzie. Był jednym z pierwszych, który zaznaczał wpływ człowieka i jego działalności na środowisko. Pewnie miałby dziś zażartych przeciwników i równie silnych naśladowców. Kilka miesięcy temu w Ameryce Południowej przypominano o jego 250 urodzinach i o tym czego dokonał. Jego nazwisko prawdopodobnie najczęściej widywane jest w czasie prognozy pogody w Ameryce Południowej. Zimny Prąd Humboldta kieruje wody Pacyfiku z południa na północ wzdłuż wybrzeży Chile, Peru, Ekwadoru kształtując klimat.

Jak zobaczyć najważniejsze miejsca w Ekwadorze w tydzień? Kiedy najlepiej podziwiać najwyższą górę świata? Czy warto wydawać pieniądze na Wyspach Galapagos? Kiedy sceptycyzm do zwiedzania najbardziej turystycznych miejsc bardzo się nasila to oznacza, że albo jesteśmy starzy, albo jesteśmy w dłuższej podróży. Siłą rzeczy, siłą geografii i tego, że przemieszczamy się na północ, a Ekwador duży nie jest, musimy znaleźć się w popularnych miejscach. Miasto Cuenca, gorące źródła i aleja wulkanów, to tak. Galapagos? To nie. Może gigantyczne żółwie dożyją naszej kolejnej wizyty w Ekwadorze i wtedy zastanowimy się drugi raz, czy wprosić się do nich na śniadanie. Na razie pozwolimy naszą nieobecnością zmniejszyć tłok na wyspach, a sobie zaoszczędzimy oceniania czy turystyka w Ekwadorze jest zrównoważona, czy jednak mocno ekspansywna. Nie będziemy też musieli pedałować przez największe miasto Ekwadoru czyli Guayaquil skąd odlatują wszystkie samoloty na Galapagos.

Trudno było nam zbudować jakieś oczekiwania w stosunku do Ekwadoru. Spotykaliśmy osoby zakochane w tym kraju, które podkreślały jak piękne jest to, że na małej powierzchni jest tak wiele. Druga grupa pomijała istnienie tego kraju zachwycając się sąsiadującymi Kolumbią lub Peru. W nas grały wszystkie emocje, wiele znaków zapytania. Wiedzieliśmy, że jeśli co jakiś czas wysuszy nas słońce, możemy stąd wywieźć dobre wspomnienia.

Bikepacking, to temat, który zdążył się już zadomowić w świadomości polskich turystów rowerowych.
Jednak zanim zaczęły się w naszym kraju pojawiać dedykowane torby podsiodłowe, duże torby trójkątne na wymiar ramy, czy te mocowane do kierownicy roweru, w głowach rowerzystów rodziła się idea podróży „na lekko”. Z początku szła w stronę odchudzania roweru i rezygnowania z wielu elementów ekwipunku, aby zaoszczędzić nieco wagi i miejsca w sakwach. Decydowano się na płachty biwakowe zamiast namiotu, śpiwory z gęsiego puchu, wkładano do roweru lżejszy osprzęt, a nawet obcinano trzonki szczoteczek do zębów. Dopiero później pojawiła się myśl, aby ciężki bagażnik i sakwy zastąpić lżejszymi torbami i torebkami mocowanymi w różnych miejscach roweru.

Wszyscy planujący pierwszy wyjazd do Ameryki Południowej mają jakieś obawy, często uzasadnione. Każdy słyszał niejedną nieprzyjemną historię z rabunkiem czy napaścią w tle. Do tego w ostatnim roku sytuacja polityczna Ameryki Południowej jest niestabilna. Wiadomo, że trzeba być uważnym, śledzić aktualne informacje i mieć szeroko otwarte oczy. Dla kontrastu przymrużamy teraz powieki i zastanawiamy się czego boi się Peruwiańczyk, a czego powinien bać się turysta w Peru, czego obawiać się nie trzeba? Dlaczego przykład Peru? Niedawno wyjechaliśmy z tego kraju po pobycie trwającym prawie pięć miesięcy. Byliśmy głównie na rowerze, głównie w górach, trochę maszerowaliśmy, unikaliśmy wielkich miast. Nazbierało się obserwacji, ale zdajemy sobie sprawę, że mogą być względne po względnie krótkim pobycie.