1. Człowiek ma prawo mieszkać obok Wilenki, a Wilenka płynąć obok człowieka.
2. Człowiek ma prawo do gorącej wody, ogrzewania zimą i dachu z dachówki.
3. Człowiek ma prawo umrzeć, lecz nie jest to jego obowiązkiem.
(…)

Podróżowanie rowerem po Litwie łączyło się dla mnie jednoznacznie z wyprawami przez Skandynawię. Litwa, Łotwa, Estonia, Finlandia i lecimy na Nordkapp. Tym razem Litwie poświęciliśmy spory kawałek wyjazdu, choć nadal było to tylko kilka dni.

Wyjechaliśmy nagle z szutrowej drogi. Przed nami wąska nitka asfaltu, wielkie prostokątne ciężarówki suną w tą i tamtą. Trudno nawet przebiec z rowerem na drugą stronę by ruszyć w stronę przejścia granicznego. Jedziemy kilkaset metrów i znów przebiegamy. Miał tu być sklep, a jest już tylko kantor. Zaopatrzenie udało się znaleźć w ostatnim sklepie bezpośrednio na granicy. Tego dnia nie załapaliśmy się już w Polsce na ciepły obiad.

Dobry rowerzysta, to najedzony rowerzysta. Posiłek składający się z kilku prostych produktów zakupionych w przygranicznym sklepie buduje uśmiech na twarzy. Patrzymy na mijające granicę ciężarówki. Kilka z nich zatrzymują “krokodyle”, a na nas spoglądają jak na muchy, na które nie warto podnieść ręki. Jesteśmy na Litwie.

Jeszcze kilkanaście kilometrów poboczem w towarzystwie ciężarówek i możemy odbić na miejscowość Mariampol. Tutaj mamy pierwszy camping na Litwie. Docieramy mając w nogach ponad 140 km. Właściciel dowiadując się, że jesteśmy z Polski, od razu proponuje przejść na nasz język. Po postawieniu namiotu idziemy jeszcze spojrzeć na Niemen. Niby to tylko rzeka jak każda inna, ale teraz wydaje się być czymś więcej niż hasłem z lektur szkolnych i lekcji historii.

Zachód słońca w Trokach
Zachód słońca w Trokach

Niemen mieliśmy kolejnego dnia jeszcze zobaczyć i tak się stało kilkadziesiąt kilometrów później. Kierowaliśmy się na Troki, które są uważane za jedno z piękniejszych miejsc na Litwie. Myślę, że nie bez znaczenia jest tutaj ciekawa historia związana ze sprowadzaniem w XIV wieku z Krymu przez księcia Witolda kilkuset karaimskich rodzin. Związana z tym kultura, kuchnia i drewniana architektura, z którymi możemy się w tym miejscu spotkać tworzą wystarczające powody, by Troki odwiedzić. Dorzućmy do tego największy na Litwie zamek i jedyny wybudowany na wyspie. Takie miejsce po prostu musi się podobać.

Główna ulica turystyczna w Trokach. Przy ulicy kolorowe karaimskie zabudowania
Główna ulica turystyczna w Trokach. Przy ulicy kolorowe karaimskie zabudowania
Zamek na wyspie w Trokach
Zamek na wyspie w Trokach

I nam się w Trokach bardzo podobało, choć dojechaliśmy tutaj już bardzo zmęczeni i głodni. A głodny rowerzysta, to… Już to znasz. Wyjazd na Litwę to było dla nas pierwsze odwiedzenie kraju UE po zniesieniu opłat roamingowych. Mogliśmy korzystać z całkiem sporego pakietu danych i już kilkanaście kilometrów wcześniej wybraliśmy kilka opcji noclegowych do sprawdzenia na miejscu. Okazało się, że większość z nich nie otwarła się jeszcze w tym sezonie. Dziwne. Przemierzając wąskie uliczki nad jeziorem wzdłuż kolorowych domków można poczuć, że się tu odpoczywa. Duża liczba turystów mogłaby to miasteczko zadeptać, ale na szczęście nie było tłoczno.

Kolejnego dnia szybko dostaliśmy się z centrum na główną drogę wylotową do Wilna. Nie od razu jednak mogliśmy się zbliżyć do centrum. Byłem nawet zaskoczony, że musimy pokonać tyle skomplikowanych z punktu widzenia rowerzysty konstrukcji drogowych. Różne ślimaki, szybkie zjazdy, długie zakręty i wielopasmowe ulice. To nie jest ani przyjemne, ani łatwe, szczególnie kiedy trzeba utrzymywać kontakt wzrokowy z drugą osobą pomiędzy samochodami. Wjeżdżając do dużego miasta od razu nastaw się, że zajmie to sporo czasu. Może mniej nerwów stracisz przed otwarciem zimnego… zaparzeniem gorącej herbaty.

Cerkiew św. Mikołaja w Wilnie
Cerkiew św. Mikołaja w Wilnie
Ulica Literatów (Literatų) w Wilnie
Ulica Literatów (Literatų) w Wilnie

Poruszaliśmy się po dużym mieście, stolicy kraju w Unii Europejskiej, ale jednak coś mi w tym wszystkim nie pasowało. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do nowych węzłów drogowych, szklanych gmachów i śmigających między tym wszystkim niskopodłogowych autobusów. Po 24 godzinach w Wilnie nie uważam się za eksperta, ale bardzo zaskoczyła mnie wiekowość komunikacji miejskiej oraz brak wysokich nowoczesnych biurowców. Może skupmy się na tej komunikacji, ponieważ wieżowców mogłem nie zauważyć walcząc o życie, a poza tym ich obecność wcale nie musi być uważana za zaletę. Jesteś jednak w stanie wyobrazić sobie, że po Warszawie (lub innym dużym polskim mieście) jeżdżą Ikarusy i inne kilkudziesięcioletnie konstrukcje? W Wilnie jeżdżą i to bardzo dużo. Nie czas to i miejsce, by analizować poziom życia pomiędzy Warszawą i Wilnem, bo się na tym nie znam. Mamy jednak podstawy do zadowolenia w polskich miastach, że jadąc do pracy słyszymy swoje myśli, a nie dźwięk próbującego wyskoczyć w podłogi silnika w Ikarusie.

(…)
4. Człowiek ma prawo do błędów.
5. Człowiek ma prawo do wyjątkowości.
6. Człowiek ma prawo kochać.
(…)
31. Człowiek może być wolny.
32. Człowiek jest odpowiedzialny za swoją wolność.
33. Człowiek ma prawo płakać.
34. Człowiek ma prawo być niezrozumianym.
(…)
— wybrane fragmenty z Konstytucji Užupio Republika (Republika Zarzecza)

Zapomnij jednak na chwilę o transporcie publicznym, ponieważ centrum miasta jest naprawdę ładne i przygotowane dla turystów. Korzystając z darmowego planu zrobiliśmy krótki rekonesans, czyli pojawiliśmy się w większości najważniejszych miejsc by poczuć ogólny rytm. Nasz hostel znajdował się w dzielnicy Užupis. To bardzo dobre miejsce, które możemy polecić jeśli wybierzesz się do Wilna. Blisko stąd do centrum i wszystkich atrakcji. Jednocześnie wystarczy pokonać kilka stopni w górę, by znaleźć się w bardzo ciekawym miejscu z widokiem na miasto. Zachód słońca, leżaki, otwarta kawiarnia, to wszystko może poskładać się w ciekawy pomysł na wypoczynek po całym dniu.

Zachód słońca ze wzgórza przy ulicy Maironio
Zachód słońca ze wzgórza przy ulicy Maironio

Do obiadu kolejnego dnia zatrzymały nas liczne ulewy, grzmoty nie zachęcały do wyjścia z namiotu.  Mieliśmy uczucie niedosytu co do czasu spędzonego w mieście. Pozostało nam zabrać z Wilna coś pozytywnego, do czego można wracać. Taką rzeczą była konstytucja dzielnicy, w której się zatrzymaliśmy. Dzielnica Užupis została wyremontowana i przywrócona miastu jako ciekawe miejsce. Bardzo podobają się nam takie projekty i wydaje mi się, że warto żebyś tutaj skierował swoje pierwsze kroki w Wilnie. Jeszcze raz spojrzeliśmy na Užupis, zjedliśmy obiad i wsiedliśmy na rowery.

Gosia na rowerze podczas przejazdu jednej ze spokojniejszych tras na Litwie
Gosia na rowerze podczas przejazdu jednej ze spokojniejszych tras na Litwie
Stary dom w miejscowości Wiejsieje
Stary dom w miejscowości Wiejsieje

Deszcz i zła pogoda nie opuszczały nas do polskiej granicy i… pominę w tym miejscu dalszą historię. Z przebłyskami słońca i suszeniem się na stacjach benzynowych udało się przekroczyć “zieloną” granicę w okolicach Sejn. To już zupełnie inna część wycieczki. Po drodze było jeszcze piękne jezioro w wiosce Wiejsieje, ale mimo wszystko Litwa nie zachwyciła nas rowerowo. Zaostrzyła apetyt na odwiedziny w inny sposób. To nie jest tak, że nie warto wybierać się tam rowerem. Jeśli jednak będziesz czytał o małym ruchu na głównych drogach, to pamiętaj, by zadać sobie pytanie, którędy ciężarówki mają przemierzać region, który odwiedzasz.

Autor

Programista w tygodniu, po godzinach podróżnik i fotograf. Samotna dwumiesięczna wyprawa rowerowa nauczyła go realizować marzenia. Uprawia fotografię uliczną, lubi książki reportażowe i dobre historie z pokazami slajdów w tle.

Napisz komentarz