Cykl: “Miesiąc miodowy na dachu świata” [4/4]

Pokhara

Akcja górska została zakończona, ale intensywność naszego wyjazdu nie zmalała. Wstaliśmy wczesnym rankiem i ruszyliśmy przez opustoszały Thamel. Po drodze porwaliśmy kilka drożdżówek z otwartej piekarni i skierowaliśmy się w stronę wskazanego skrzyżowania. Było po 6, wcześniej wstają tylko ludzie na samolot do Lukli.

Uliczny sprzedawca w Kathamndu w miejscu odjazdu do Pokhary
Uliczny sprzedawca w Kathamndu w miejscu odjazdu do Pokhary

Ciężko mi ocenić czy wzdłuż ulicy stało 30 czy 50 autokarów. Kierunek był jeden – Pokhara. Znaleźliśmy szybko nasz autokar i mogliśmy obserwować handel uliczny, który dzieje się wokół odjazdu do dużego ośrodka turystycznego w Nepalu. Znajdziemy tutaj trochę street foodu, trochę różnych przekąsek. Jak mogliśmy wątpić, że Nepalczycy zadbają o wszystko na miejscu. W ramach kultury okołowyjazdowej zdecydowaliśmy się na pyszną herbatę masala z najbliższego termosu.

Jadąc autobusem do Pokhary trzeba pokonać 200 km i można być pewnym dwóch rzeczy. Podróż zajmie spokojnie około 8 godzin, a na trasie zatrzymamy się dwukrotnie. Pierwsza rzecz wynika z tego, że droga jest bardzo kręta i dlatego polecane są miejsca z przodu jeśli mamy problemy z chorobą lokomocyjną. Sam wyjazd z Kathmandu też zajmuje sporo czasu, choć mniej niż wjazd do miasta w godzinach popołudniowych. Miejsca postojów są ustalone i taki postój trwa około pół godziny. Spokojnie wystarczy na kawę, lekki obiad z przygotowanych dań i wizytę w toalecie.

Kolorowe łódki w Pokharze, którymi można zwiedzać jezioro i przemieszać się do atrakcji
Kolorowe łódki w Pokharze, którymi można zwiedzać jezioro i przemieszać się do atrakcji
Pokhara wieczorem
Pokhara wieczorem, wszystko żyje jak na Thamelu w Kathmandu

Pokhara może być miejscem, w którym rozpoczniesz przygodę ze szlakiem wokół Annapurny. Dla nas to był jednak typowo wypoczynkowy pobyt. Troszkę czuliśmy się jak na przystanku w backpackerskiej podróży wokół świata. Poranne spacery nad jeziorem. Tanie śniadanie i kawa z widokiem na wodę. Wszędzie zabieraliśmy ze sobą książkę, ponieważ każdy przystanek mógł trwać dłużej, spokojniej, leniwiej. Jeśli ktoś nie zdążył zrobić zakupów na Thamelu to spokojnie. Wszystko można załatwić tutaj. Zresztą my również z racji powolnego tempa naszego dnia zdecydowaliśmy się zakupić większość pamiątek w Pokharze. W regionie popularne jest kolarstwo górskie i można znaleźć sporo wypożyczalni sprzętu. Istnieje też opcja połączenia wypożyczenia łódki z odwiedzeniem stupy górującej nad miastem. My zdecydowaliśmy się pod World Peace Pagoda (Shanti Stupa) podjechać taksówką. Na piękny widok Annapurny w promieniach zachodzącego słońca czekało znacznie więcej osób.

Pasmo Annapurny widoczne z okolic World Peace Pagoda
Pasmo Annapurny i Machhaphuchhare widoczne z okolic World Peace Pagoda
Kierowcy na dworcu autobusowym w Pokharze
Kierowcy na dworcu autobusowym w Pokharze
Sprzedawca drożdżówek na dworcu autobusowym w Pokharze
Sprzedawca drożdżówek na dworcu autobusowym w Pokharze

 Kathmandu

Opóźnienie połączenia powrotnego z Pokhary spowodowało, że znów zabrakło czasu na zwiedzanie Kathmandu. Tym samym została nam tylko sobota przed wieczornym odlotem do Polski. Na szczęście wizytę na Durbar Square mieliśmy już za sobą. Byliśmy tam na początku wyjazdu, zaraz po załatwieniu wszystkich pozwoleń związanych z trekkingiem. Wydane wtedy 10$ od osoby nie uznałem za najlepszą inwestycję. Wprawdzie mogliśmy się spotkać z kawałem tutejszej kultury. Niestety Durbar Square po trzęsieniu ziemi jest w opłakanym stanie i nie widać większych prac konserwatorskich. Tymczasem trzeba tutaj zainwestować olbrzymią ilość pieniędzy. Ściany pałacu są podparte rusztowaniami, a popękane ściany smucą.

Mister TAXI
Mister, TAXI!
Mnich zbierający pieniądze na Durbar Square
Mnich zbierający pieniądze na Durbar Square
Widok na Durbar Square z dachu
Widok na Durbar Square z dachu

Jeśli ktoś oglądał zdjęcia z tego miejsca wykonane przed trzęsieniem to będzie mu bardzo smutno widząc gołe podstawy mniejszych świątyń rozsianych po placu. Po nich zostały już tylko luźne cegły rozrzucone w okolicy. Nic nie wskazuje na to, że wracając tu za kilka lat zobaczymy odrestaurowany zabytek. Bardzo bym sobie tego życzył. Wizyta w jednej z restauracji posiadającej taras na dachu tylko poszerza obraz zniszczeń. Przybici wróciliśmy na Thamel.

Szczyt kopuły górującej nad Świątynią Małp w Kathmandu
Szczyt kopuły górującej nad Świątynią Małp w Kathmandu

Zwiedzanie najważniejszych świątyń w sobotę okazało się szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Sobota jest dniem świętym w tamtym regionie i we wszystkich świątyniach mogliśmy spotkać dużą liczbę wiernych. W Świątyni Małp (Monkey Temple) o poranku turystów było może kilkunastu. Resztę odwiedzających stanowili wierni, którzy oddawali się modlitwom i rytuałom. Fajnie było zobaczyć takie miejsce żyjące religią, a nie tłumem kolorowych turystów nie mających nic wspólnego ze świętym miejscem. Tym samym nie tylko małpy mogły być dla nas atrakcją.

Małpy w Świątyni Małp
Główna atrakcja w Świątyni Małp
Obrzędy w sobotę w Świątyni Małp
Obrzędy w sobotę w Świątyni Małp

Świętowano też w Pashupati Temple, ale tutaj z racji na późniejszą porę dnia turystów było już znacznie więcej. Na szczęście liczba wiernych nadal przeważała i prowadzili obrzędy. Na okolicznych placach biesiadowali wierni. Widzieliśmy też pogrzeby i samo palenie zwłok oraz okolicę wokół tego obrzędu. Na europejskie warunki to trochę zbyt wiele. Na długości piłkarskiego boiska, przy tej samej rzece myje się zwłoki i pali, obok chłopcy grają w piłkę, a matki piorą ubrania w brudnej wodzie.

Świątynia Pashupati, obrzęd składania zniczy z tysięcy knotków
Świątynia Pashupati, obrzęd składania zniczy z tysięcy knotków
Spotkanie, po przeciwnej stronie rzeki trwają obrzędy pogrzebowe
Spotkanie, po przeciwnej stronie rzeki trwają obrzędy pogrzebowe
Chłopcy grają w piłkę, a kilkadziesiąt metrów dalej palone są zwłoki
Chłopcy grają w piłkę, a kilkadziesiąt metrów dalej palone są zwłoki
Święci mężowie z kompleksie świątyni Pashupati
Święci mężowie z kompleksie świątyni Pashupati

Piechotą wzdłuż parku z mniejszymi świątyniami udaliśmy się do największej stupy w Kathmandu. Akurat odbywało się pierwsze duże zebranie wiernych po remoncie stupy. Widać było, że przyjechały ważne osoby w kościelnej hierarchii. Wiernych było tyle ile był w stanie pomieścić krąg wokół świątyni, a wszyscy poruszaliśmy się tam jak pingwiny. Tym samym okrążenie stupy zajęło nam całkiem sporo czasu, a jeszcze musieliśmy znaleźć fajne miejsce by posłuchać miłych dla ucha dźwięków odbywającego się właśnie obrzędu. Kawiarnia z pyszną kawą i szeroko otwartymi oknami była idealna.

Świątynia Bodhnath, jedna najważniejszych buddyjskich świątyń w Katmandu
Świątynia Bodhnath, jedna najważniejszych buddyjskich świątyń w Katmandu
Pielgrzymi na obrzędach wokół stupy
Pielgrzymi na obrzędach wokół stupy

To by było na tyle. Miesiąc w Nepalu dobiegł tym samym końca, a wrażeń zebraliśmy jak z kilku wyjazdów w góry. Trekking pod Everestem dostarczył nam takiej liczby górskich bodźców, że ciężko to porównać z czymkolwiek wcześniej. Nie chcę powiedzieć, że jednoznacznie oceniam ten wyjazd jako najpiękniejszy dotychczas. Był spektakularny. Zwykle bywało tak, że podróżowaliśmy by zobaczyć co 2-3 dni coś zupełnie nowego, a cała reszta była charakterystyczna dla danego regionu. Charakterystyką trekkingu pod Everestem jest to, że codziennie jesteśmy bombardowani widokiem wysokich szczytów, a przecież po takie widoki w góry jedziemy.

Statystyka liczby turystów odwiedzających Park Narodowy Sagarmatha
Statystyka liczby turystów odwiedzających Park Narodowy Sagarmatha

Pewnym problemem jest duża komercjalizacja tego trekkingu i obciążenie trasy. Przełom października i listopada oraz wybór trasy trochę naokoło pozwoliły nam jednak uniknąć dzikich tłumów. W innych miejscach towarzystwo nam nie przeszkadzało, a wręcz na tym korzystaliśmy. Nastawiliśmy się do tego wyjazdu w ten sposób by szukać widoków, a turyści są wartością dodaną. Zresztą tablica odwiedzin parku pokazuje, że Nepalczycy nadal doczekali powrotu liczby turystów sprzed trzęsienia ziemi, a kolejnymi inwestycjami przygotowują się na wzrost.

Prezentacja dużego plecaka z własnym sprzętem w porównaniu do transportu zaopatrzenia
Duży plecak z własnym sprzętem w porównaniu do transportu zaopatrzenia

Trekking nie jest sprawą tanią, a na szlaku zostawimy sporo pieniędzy. W zamian nie dostajemy zwykle nic wielkiego. Otrzymywane produkty swoją wartością stanowią ułamek wydawanej kwoty. Jasną sprawą jest, że produkty trzeba na tę wysokość wnieść, następnie w trudnych warunkach przygotować. Mam jednak pewne wątpliwości czy tutaj zarabiają na tym sami ciężko pracujący Nepalczycy czy u nich zostaje ułamek naszej kwoty.

Mount Everest w promieniach zachodzącego słońca
Mount Everest w promieniach zachodzącego słońca. Widok z Gokyo Ri

Zakończmy pozytywnym stwierdzeniem. Trekking wokół Everestu zrobić po prostu trzeba jeśli interesujesz się górami wysokimi. Jest duża szansa, że zachęci Cię do dalszej eksploracji regionu wokół najwyższych gór Świata. Tym samym jest szansa dotrzeć również w inne mniej popularne miejsca. Nasz znajomy żartuje, że zbiera osobliwą koronę ziemi. Za cel obrał sobie odwiedzenie wszystkich baz, z których wspinacze ruszają na ośmiotysięczniki. W ten sposób mógł już zrealizować wiele ciekawych trekkingów. Z takim pomysłem Was zostawiamy i czekamy na Wasze wrażenia z Nepalu.

Jest to czwarta, ostatnia część relacji w cyklu “Miesiąc miodowy na dachu świata”. Zapraszamy do przeczytania pozostałych wpisów opisujących trekking u podnóża Mount Everestu oraz obejrzenia galerii zdjęć.

Autor

Programista w tygodniu, po godzinach podróżnik i fotograf. Samotna dwumiesięczna wyprawa rowerowa nauczyła go realizować marzenia. Uprawia fotografię uliczną, lubi książki reportażowe i dobre historie z pokazami slajdów w tle.

2 komentarze

    • Michał

      Jeśli nie ma po co, to też mamy trudno siebie przekonać by zwlec się z łóżka/wyjść ze śpiwora. W górach i okolicach często jednak warto 😉

Napisz komentarz